Wydaje mi się, że tak właśnie patrzy ostatnio sam na siebie i na polską rzeczywistość polityczną Aleksander Kwaśniewski. Były prezydent uważa, iż ujawnienie taśm ze stawiających go w złym świetle rozmów Józefa Oleksego z Aleksandrem Gudzowatym było precyzyjnie zaplanowaną prowokacją przeciw niemu, o czym ma świadczyć fakt upublicznienia ich na kilka dni przed złożoną przez niego na łamach “Gazety Wyborczej” zapowiedzią powrotu do polityki. Możliwa jest oczywiście i taka interpretacja sekwencji owych zdarzeń, ale trudno również wykluczyć najzwyklejszy zbieg okoliczności. Raz okazuje się on dla kogoś korzystny, kiedy indziej jest na odwrót. Tak już w życiu bywa i wszystkie osoby publiczne powinny samokrytycznie brać tę ewentualność pod uwagę, a nie podnosić larum, ilekroć jakieś ich misternie obmyślane plany natrafiają na poważne przeszkody jeszcze przed wejściem w stadium realizacji.
Właśnie samokrytycyzmu i umiejętności zobiektywizowania własnego wizerunku brakuje mi w postępowaniu wielu polskich polityków, szczególnie tych, którzy nie mogą przyzwyczaić się do myśli, że nie odgrywają już pierwszoplanowej roli. Zamiast mozolnie i rzetelnie pracować nad powrotem do politycznej ekstraklasy, wolą obarczać wszystkich innych za swoje niepowodzenia, próbując udowodnić, że wszędzie czyhają na nich zawzięci wrogowie, rzucający im kłody pod nogi. Popadają w różne obsesję: podsłuchów, spisków, skomplikowanych gier personalnych z wykorzystaniem – przez wrogie im siły – sprzedajnych dziennikarzy. Wszystkim tym upadłym gwiazdom zalecałbym nieco więcej wewnętrznego spokoju i dużo trzeźwości w ocenie aktualnej sytuacji politycznej. Niech spuszczą z trochę nazbyt wysokiego tonu i nie nadymają się ponad miarę, od wielkości do śmieszności prowadzi bowiem – wbrew pozorom – bardzo krótka droga.
Jerzy Bukowski
“Magazyn Centrum”













