Tegoroczna zima, nad podziw łagodna i bezśnieżna, okazała się sroga w górach. Jakoś z końcem lutego ze schroniska na hali Gąsienicowej wyszło dwóch młodych ludzi, nie mówiąc dokładnie dokąd idą i kiedy powrócą. Takie zachowanie jest niestety normą polskich turystów. Kiedy mężczyźni nie wrócili na noc, nazajutrz TOPR rozpoczął poszukiwania w rejonie hali Gąsienicowej, bo celem ich wędrówki miała być podobno Świnica. Dopiero po dwóch dniach odnaleziono ciała, ale w zupełnie innym rejonie, po drugiej stronie Świnicy, przy Pięciu Stawach. Spadli w kilkusetmetrową przepaść.
W tym samym mniej więcej czasie kłopoty ze znalezieniem we mgle drogi na Czerwonych Wierchach miało dwóch mężczyzn z Warszawy. Te przepastne szczyty w zachodnich Tatrach mogą być zwodnicze w letnią, przejrzystą pogodę, a zimą? Tak też się stało, wycieczkowicze pogubili się na szczytach i zeszli na słowacką stronę, gdzie przejęli ich tamtejsi ratownicy. Sądzę, że niefortunni turyści sporo zapłacą za okazaną im pomoc, bo Słowacy od ponad roku wprowadzili odpłatność przy ratowaniu w górach.
Ratunek w polskich górach jest bezpłatny. Ratownicy przeszukują lawiniska, penetrują rozległe tereny gór, używają psów, helikoptera, nowoczesnego sprzętu. Często narażają własne życie. Wszak niejeden polski ratownik zginął w górach, niosąc pomoc zabłąkanemu turyście, jak choćby legendarny Klimek Bachleda, który przed stu laty życiem przypłacił deszczową wspinaczkę do uwięzionego w skałach taternika. Dziś w góry idzie każdy, kto ma plecak i płaszcz przeciwdeszczowy. Idzie na szlak z łańcuchami i klamrami, choć nie ma pojęcia jak się na nich zachować. Potem odpadnie od ściany i leci dwieście metrów w dół. Gdyby wiedział, że przyjdzie mu płacić za akcję ratowniczą wszczętą na skutek jego głupoty i braku rozeznania, może by się zastanowił, czy pchać się w trudne partie gór. Z kolei polskie ratownictwo górskie nie ma uprawnień do lokalizacji człowieka z komórką, co ogromnie przyśpieszyłoby odnalezienie turysty w górach, kiedy telefonem powiadamia o swoim nieszczęściu. Potrzebne jest odpowiednie zarządzenie, które upoważniło by operatora do podania ratownikom górskim miejsca, gdzie znajduje się zaginiony człowiek. Tak było właśnie w przypadku turystów zagubionych w Czerwonych Wierchach.
Magazyn “Centrum”













