Najnowsze dzieje tego znakomitego dzieła sztuki były niezwykle burzliwe. Tuż przed spodziewanym wybuchem wojny z Niemcami zdemontowano go i wywieziono (podobnie jak wawelskie arrasy) do Sandomierza. Polskie władze traktowały go wprawdzie jako podlegający ochronie prawa międzynarodowego zabytek, ale nie dowierzały – i słusznie – potencjalnym agresorom.
Dalszy przebieg wydarzeń udowodnił, że miały rację. Niemcy po znalezieniu ołtarza zabrali go bowiem najpierw do Banku Rzeszy w Berlinie, a następnie do zamku w Wiesenthau koło Norymbergi, z którego to miasta wywodził się Wit Stwosz (Veit Stoss). Twierdzili, że naturalnym miejscem dla wyrzeźbionego przez ich rodaka sakralnego dzieła sztuki powinno być właśnie jego rodzinne miasto.
Po wojnie ołtarz wpadł w ręce Amerykanów. W jego poszukiwaniu sporą rolę odegrali m.in. profesor Karol Estreicher (dowiedział się ponoć o miejscu jego przetrzymywania od szwajcarskiego antykwariusza) i hrabia Emeryk Hutten Czapski. Przewieziony do Krakowa, został poddany niezbędnym zabiegom konserwatorskim, następnie wystawiony na Wawelu, a do Bazyliki Mariackiej powrócił dopiero po październikowej odwilży 1956 roku, ponieważ komunistyczne władze PRL nie bardzo chciały zwrócić go prawowitemu właścicielowi, którym był Kościół.
Ostatecznie dzieło norymberskiego mistrza, który ukochał Kraków i stworzył w nim “opus magnum” swego artystycznego życia trafiło ponownie na przeznaczone sobie od wieków miejsce w podwójnie świątecznym dniu 15 sierpnia 1957 roku. Warto dodać, że ponieważ niektóre figury Stwosz rzeźbił z mających około 500 lat drzew, dzisiaj mają one już ponad 1000 lat.
Z Krakowa dla www.Poland.US
Jerzy Bukowski











