Takim człowiekiem jest niewątpliwie senator Zbigniew Romaszewski, którego Platforma Obywatelska – nie wiadomo dlaczego – nie chce wybrać na wicemarszałka wyższej izby parlamentu. Polityka o heroicznym życiorysie, który swoją chwalebną przeszłością zarówno w czasach PRL, jak i po 1989 roku wielokrotnie udowodnił wierność najwyższym ideałom niepodległej Rzeczypospolitej, traktują oni jako osobę nazbyt kontrowersyjną, o trudnym i nieprzewidywalnym charakterze.
Jest to żenujące i wstydliwe zachowanie. Bohatera opozycji antykomunistycznej, nieugiętego bojownika o prawa człowieka i obywatela, zasłużonego senatora, jedną z najpiękniejszych postaci współczesnej Polski potraktowano jako element w politycznej grze, chociaż on sam przez ostatnie 18 lat nieustannie zwalczał panoszące się w naszym kraju partyjniactwo.
Dla zaspokojenia niskiej żądzy poniżenia Prawa i Sprawiedliwości, senatorzy PO (wyraźnie zachęcani do tego przez kierownictwo swego ugrupowania) niszczą autorytet wspaniałego człowieka, w dodatku wypróbowanego przyjaciela wielu z nich.
Rozumiem oczywiście, że ma to być forma zemsty za niewybranie w poprzedniej kadencji na to samo stanowisko senatora Platformy Stefana Niesiołowskiego. Tylko że tych plugastw, które nieustannie wypowiada o swych politycznych przeciwnikach łódzki specjalista od owadów nie da się żadną miarą porównać do statecznych polemik, prowadzonych w publicznych debatach przez twórcę podziemnego radia “Solidarność”. Warto też może przypomnieć, że ten ostatni – wznosząc się (jak zwykle) ponad partyjne podziały – głosował za kandydaturą Niesiołowskiego dwa lata temu.
Nie wiem, jak ostatecznie zakończy się bój o fotel wicemarszałka, który zamierza nadal toczyć z poparciem PiS Romaszewski, ale przyjęta w nim przez PO postawa jest haniebna. Jeżeli tak ma wyglądać zapowiadane przez jej liderów przywracanie w polskim życiu publicznym normalności i łagodzenie politycznych obyczajów, to można mieć uzasadnione powody do poważnych obaw na przyszłość.
Jerzy Bukowski











