Wystrojona, uczesana i wymalowana jak na bal karnawałowy Gardias zdecydowanie bardziej przyciągała uwagę tym, jak wyglądała niż tym, co mówiła. Zwrócili na to uwagę dziennikarze, opatrując relacje z jej konferencji złośliwymi komentarzami i zdjęciami, co skłoniło elegancką ponad miarę przewodniczącą Związku do udzielenia wyjaśnień, które jeszcze bardziej ją jednak pogrążyły. Przyznała bowiem, że futro z lisa, w jakim wystąpiła, jest podarunkiem od obecnego partnera życiowego – lekarza, który sprezentował jej również podobne z norek.
Dopiero po tej wypowiedzi na dobre zawrzało w krajowych mediach i w internecie. Najwyraźniej zupełnie nieświadoma wagi i znaczenia tych słów usprawiedliwienia przyznała ona bowiem, że narzekającym od dawna na kiepskie zarobki lekarzom musi się jednak w Polsce całkiem nieźle powodzić, skoro stać ich na taką dbałość o wygląd zewnętrzny ich partnerek. Zamiast wzbudzić litość dla tragicznej kondycji finansowej całej naszej służby zdrowia, sprowokowała więc zupełnie inne uczucia wśród wielu rodaków, którzy najpierw ze zdumieniem oglądnęli jej występ, a później wysłuchali żenujących tłumaczeń.
Nikt nie oczekuje od szefów dużych związków zawodowych, ani w ogóle od ludzi pełniących ważne funkcje publiczne, żeby stawali przed kamerami i mikrofonami w potarganych ubraniach, z brudnymi rękami i przetłuszczonymi włosami, bo zamiast współczucia wzbudziliby raczej odrazę. Trzeba jednak umieć zachować właściwe proporcje i nie wolno epatować nazbyt wymyślnym, przyciągającym wzrok i wywołującym niepochlebne komentarze strojem, zwłaszcza jeśli ogłasza się ewentualny strajk pielęgniarek w tak ostrej formie, jak odejście od łóżek pacjentów.
Powszechnie wiadomo że czołowi działacze największych związków zawodowych żyją w Polsce na poziomie znacznie przekraczającym ten, na jakim wegetują ci, o których interesy płacowe mają dbać. Jeśli nawet udało im się osiągnąć nieproporcjonalnie wysoki w stosunku do swoich podopiecznych status materialny, nie powinni się z nim ostentacyjnie obnosić, bo w ten sposób mogą tylko zaszkodzić organizacji związkowej, którą reprezentują, a w ostateczności zostać wywiezionymi na taczkach przez jej rozsierdzonych takimi zachowaniami szeregowych członków.
Gardias ogromnie zaszkodziła w ciągu ostatnich kilku dni nie tylko samej sobie, ale także powierzonej jej przez polskie pielęgniarki sprawie trudnych negocjacji płacowych z pracodawcami i z rządem. Wystrojona w eleganckie futro, gustownie uczesana i obficie wymakijażowana szefowa skupiającego ledwie wiążące koniec z końcem za głodowe pensje pielęgniarki związku nie może zaskarbić dla nich zaufania społecznego, choćby nawet bardzo mądrze mówiła i działała w ich kwestii, którą za oczywiście słuszną uważa większość Polaków.
Dzisiaj, kiedy wścibskie i szukające sensacji media potrafią dotrzeć nawet do najbardziej pieczołowicie skrywanych przed nimi tajemnic, przejawem skrajnej nieodpowiedzialności jest dostarczać im amunicji przeciw sobie i przeciw reprezentowanej przez daną osobę sprawie za darmo. A tak właśnie postąpiła Dorota Gardias.
Jerzy Bukowski












