Gdy ojcowie jezuici organizują w swojej bazylice panel z udziałem krytyków poglądów Grossa, te same gazety, radia i telewizje ogłaszają natychmiast wielki alarm, że oto w katolickiej świątyni oficjalnie odbywa się festiwal antysemityzmu, w dodatku z udziałem biskupa (nb. uhonorowanego medalem “Sprawiedliwy wśród narodów świata” za niesienie pomocy Żydom podczas II wojny światowej). Nagonka medialna jest tak gwałtowna, że przebywający poza Polską i niezbyt zorientowany w sytuacji prowincjał jezuitów musi wydać oświadczenie, w którym delikatnie odcina się od decyzji swoich krakowskich współbraci o udostępnieniu kościoła przeciwnikom tez, głoszonych przez autora “Strachu”.
Zadziwia mnie ten rażący brak symetrii oraz zwykłej dziennikarskiej uczciwości w ocenie obu zgromadzeń. Nawet wziąwszy poprawkę na zdecydowanie bardziej emocjonalne wystąpienia kościelnych niż uniwersyteckich panelistów oraz na zbyt może żywiołowe zachowanie publiczności w jezuickiej bazylice, dostrzegam rażące zachwianie proporcji w opisie tych dyskusji.
Pierwszą, w której obraża się Polaków i Kościół fałszywym generalizowaniem pojedynczych przypadków antysemityzmu (w dodatku w oderwaniu ich od historycznego kontekstu) uważa się za znakomitą wiwisekcję narodowej i chrześcijańskiej duszy, w drugiej widzi się jedynie godne potępienia szerzenie nienawiści do Żydów oraz niemal świętokradcze naruszenie powagi katolickiej świątyni.
Nie wchodzę w meritum obu dyskusji, ale bardzo niepokoi mnie tak jawnie niesprawiedliwy brak symetrii w ich ocenie przez te polskie media, którym polityczne słuszniactwo – wyrażające się we współczesnym świecie najczęściej w strzelistych aktach filosemityzmu – przesłoniło jasność obiektywnego opisywania i rzeczowego komentowania otaczającej je rzeczywistości, którą nazbyt często starają się subiektywnie kreować dla swoich potrzeb.
Jerzy Bukowski













