Sikorski uznał, że jest to prywatna sprawa rodzin zamordowanych przez NKWD oficerów i Rzeczpospolita Polska na wystąpi w żadnej formie do władz, ani do sądów Federacji Rosyjskiej, aby wesprzeć starania swych rodaków.
Szef resortu spraw zagranicznych ma z pewnością rację z czysto prawnego punktu widzenia. Mógłby jednak ogłosić swoją decyzję w nieco bardziej powściągliwy sposób. Komunikując ją dosyć obcesowo na antenie TVN 24 sprawił przykrość ludziom od wielu lat domagającym się ujawnienia pełnej prawdy o sprawcach zbrodni komunistycznej z 1940 roku.
Każdy minister spraw zagranicznych musi dyplomatycznie dobierać słowa i nie dawać się ponieść emocjom, nawet jeżeli jest całym sercem za jakąś sprawą. Tym razem można jednak mówić o przesadzie. Sikorski powinien – jako znany nie tylko z werbalnych deklaracji antykomunista – wyrazić swoje zdziwienie i rozczarowanie orzeczeniem moskiewskiego sądu, nie podważając prawomocności jego rozstrzygnięcia. Takie słowa byłyby odpowiednio odczytane nie tylko przez rodziny ofiar NKWD, ale również przez stronę rosyjską.
Politykom zdarzają się niekiedy sytuacje, w których muszą umiejętnie balansować pomiędzy zasadami prawa (także międzynarodowego), a racją stanu swojego państwa. Szkoda, że minister Sikorski nie potrafił tego zrobić w delikatnej, ale zarazem całkiem jednoznacznej sprawie z dziedziny historii najnowszych stosunków polsko-rosyjskich, zasmucając Rodziny Katyńskie brakiem (a może wprost przeciwnie: zbędnym nadmiarem) dyplomatycznego taktu.
Jerzy Bukowski













