W dniu 30 czerwca kilkudziesięciu członków, sympatyków i przyjaciół powstałego w maju 1977 roku krakowskiego Studenckiego Komitetu Solidarności (SKS) odebrało odznaczenia z rąk prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego. Było to uhonorowanie po latach tych, którzy przyczynili się do upadku komunizmu. W trudnych chwilach tworzyli oazę wolności, wierząc, że warto być w życiu uczciwym człowiekiem. Jan Lityński napisał kiedyś: “niewątpliwie fakt powstania SKS jest jednym z najważniejszych wydarzeń w historii polskiej drogi do niepodległości, porównywalnym do powstania Komitetu Obrony Robotników czy Wolnych Związków Zawodowych. Wówczas była to droga w nieznane i niepewne, bez obiecanej nagrody”.
Wiemy, że media rządzą się swoimi prawami. Prosimy jednak by radosna i podniosła uroczystość nie była postrzegana poprzez fakt, iż jeden z kilkudziesięciu odznaczonych odmówił przyjęcia odznaczenia. Małgorzata Gątkiewicz-Kotarba (założycielka SKS), dziękując Prezydentowi w imieniu odznaczonych, powiedziała:
“Panie Prezydencie, etos Studenckiego Komitetu Solidarności trwa. Myślę, że nadal zachowaliśmy niezależność i samodzielność myślenia, tolerancję dla poglądów i przekonań innych, a także przyjaźń wzajemną, która wówczas pozwoliła nam przetrwać i zwyciężyć komunizm.”
Tak, to był piękny dzień.
W wypowiedziach dla mediów dawni działacze SKS nie szczędzili znacznie ostrzejszych słów krytyki Rakowieckiemu i Blumsztajnowi, którzy postanowili zepsuć wspólną dla całego środowiska uroczystość, byle tylko zademonstrować swoją niechęć wobec Lecha Kaczyńskiego. Uznawszy, że prezydent obraził w swoim wystąpieniu część nadal aktywnych politycznie członków Komitetu (tych, których utożsamił z architektami zbudowanej na wątpliwych moralnie fundamentach III RP), postanowili zrobić to, co zrobili i maksymalnie nagłośnić swoje gesty.
Nie wiadomo, na ile na postawę obu blisko związanych z “Gazetą Wyborczą” dziennikarzy wpłynął telewizyjny wywiad, udzielony tuż przed uroczystością wręczania orderów przez ich koleżankę z dawnych lat SKS Danutę Skórę. Wyraziła ona opinię, że Adam Michnik powinien odejść ze stanowiska redaktora naczelnego “GW”, ponieważ doszczętnie skompromitował się, pozostawiając w zespole “Gazety” Lesława Maleszkę już po ujawnieniu jego agenturalnej przeszłości i wbrew woli większości kierownictwa redakcji.
Różnice zdań, a nawet poważne napięcia pomiędzy ludźmi, którzy kiedyś solidarnie działali ręka w rękę przeciw reżimowi komunistycznemu, a dzisiaj znaleźli się po różnych stronach sceny politycznej nie są niczym nadzwyczajnym. Dlaczego ich ofiarą mają jednak padać narodowe imponderabilia, symbolizowane m.in. Orderami Odrodzenia Polski?
Jerzy Bukowski











