Okazuje się, ten stereotyp krakowianina wcale nie odpowiada prawdzie. Jesteśmy coraz bardziej hojni. W bieżącym roku małopolanie, rozliczając się z podatku dochodowego, wpłacili na organizacje pożytku publicznego trzy razy więcej pieniędzy niż w latach ubiegłych.
Można oczywiście starać się bronić tezy o podwawelskich “centusiach”, twierdząc że z uzbieranych w ten sposób 23 milionów złotych większość wysupłali mieszkańcy innych miejscowości województwa małopolskiego, albo też kpić, że nie jest to przecież żadne sięganie do kieszeni, lecz wyrwanie państwu jednego procentu z kwoty, która i tak trzeba mu oddać.
Ważne są jednak dobre chęci, liczone w konkretnych kwotach. Z tego jednego procentu uzbierała się zaś całkiem pokaźna kwota. A przecież dla wielu organizacji pożytku publicznego jest to główne źródło dochodu. Dzięki szczodrości podatników mogą skutecznie pomagać innym.
Większa niż w ubiegłych latach liczba ofiarodawców to niewątpliwie wynik zmiany zasad. Dawniej trzeba było samemu wpłacać ów 1 procent na poczcie lub przelewać z elektronicznego konta, od bieżącego roku robi to za nas urząd skarbowy, który ma obowiązek przekazać pieniądze wskazanej w formularzu podatkowym instytucji do końca lipca. Często robi to w ostatniej chwili, aby procentowały one dla skarbu państwa..
Małopolanie najchętniej przekazywali swój 1 procent rocznego dochodu Fundacji Anny Dymnej “Mimo wszystko”, Fundacji “Zdążyć z pomocą”, Hospicjum im. św. Łazarza i Caritasowi.
Te i inne organizacje pożytku publicznego podkreślają, że krakowianie coraz częściej wspomagają je także na co dzień, a szczególnie hojni są podczas przygotowywanych przez nie co pewien czas ulicznych akcji, niekiedy bardzo efektownych i przyciągających uwagę licznych widzów, którzy bez ociągania się wyciągają portfele, napełniając wystawione w szlachetnym celu skarbonki.
Czas więc już chyba odłożyć do lamusa krzywdzącą krakowian opinię o ich rzekomym wrodzonym skąpstwie.
Jerzy Bukowski











