Ten, kto współpracował z komunistyczną Służbą Bezpieczeństwa ze strachu, dla kariery, ulegając szantażowi lub całkiem dobrowolnie (nierzadkie były przecież pozyskania agentów na motywach patriotycznych), powinien wyciągnąć jedynie właściwe wnioski z przypadku toruńskiego astronoma i czym prędzej ratować swój moralny prestiż, publicznie uderzając się w piersi, zwłaszcza jeśli jest osobą powszechnie znaną oraz poważaną.
Nie ma co dłużej czekać na rozstrzygnięcie problemu objęcia lub nie ustawową lustracją pracowników wyższych uczelni i innych placówek naukowych (jak np. Polska Akademia Nauk i Polska Akademia Umiejętności). Ludzie, którzy wychowują młodzież i prowadzą naukowe badania w duchu poszukiwania prawdy nie mogą utajniać jej w stosunku do siebie, cynicznie i perfidnie licząc na to, że nigdy nie obejmie ich obowiązek składania oświadczeń lustracyjnych. Postępując tak, stracą twarz i dobre imię, jeśli dosięgnie ich kiedyś udokumentowana w dobrze – wbrew obietnicom ich oficerów prowadzących – zachowanych archiwach bezpieki przeszłość.
Jeżeli komuś zabrakło odwagi cywilnej zaraz po 1989 roku, może się nią wykazać jeszcze teraz. Nigdy nie wiadomo bowiem, czyje teczki zostaną w najbliższej przyszłości dokładnie prześwietlone oraz upublicznione i czyj autorytet legnie w związku z tym w gruzach. Czyż nie lepiej więc samemu uprzedzić bieg wypadków i uniknąć palącego wstydu, szczerze wyznając swoje winy?
Prof. Wolszczan zdaje się nie rozumieć, jak haniebnie postąpił, owocnie donosząc przez wiele lat na swoich przełożonych, kolegów, a nawet członków rodziny. Z pozycji niekwestionowanej sławy światowej nauki pogardliwie wydyma wargi i wygłasza kuriozalne sądy o specyficznym krajobrazie PRL, do którego należała również bezpieka. Albo rzeczywiście nie rozumie, jak bardzo się w ten sposób moralnie kompromituje, albo – zapatrzony wyłącznie w gwiazdy – całkowicie zatracił resztki przyzwoitości.
Jako szczególnie zobowiązany do głoszenia prawdy bez względu na okoliczności uboczne filozof, pracujący na wyższej uczelni, apeluję do wszystkich kolegów-naukowców o podobnej jak prof. Wolszczan przeszłości, aby nie szli w jego ślady, ale stanęli w prawdzie i sami przyznali się tego, co obciąża ich sumienia. Jeśli tego w miarę szybko nie uczynią, stracą ostatnią szansę zachowania godności i występowania w rolach moralnych autorytetów.
Jerzy Bukowski












