Niestety, a może na szczęście, pod blokiem, z którego wykonał ostatni skok, zaparkowany był samochód. Cały impet uderzenia poszedł więc w karoserię. Zdumiony desperat, który nie stracił przytomności, ani niczego sobie nie złamał, stanął teraz przed kolejnym problemem: auto było nie ubezpieczone, a ponieważ nie ma wątpliwości co do tego, kto spowodował jego poważne zniszczenie, właściciel całkiem słusznie żąda odeń odszkodowania.
I tak niedoszły samobójca, który chciał definitywnie uciec od wszystkich kłopotów, jakie nękały go w niewydarzonej egzystencji na ziemskim padole łez i płaczu, będzie zmuszony pokryć znaczne straty materialne, jakie spowodował. No, chyba że zdąży umknąć z życia, wybierając inną metodę rozstania się z nim.
Ale skoro jest takim pechowcem, to może się okazać, że trucizna nie zadziała, odkręcony gaz ulotni się przez nieszczelne okna i drzwi, rewolwer nie wypali, a sznur urwie się, rujnując przy okazji sufit w wynajmowanym mieszkaniu, za którego remont trzeba będzie musiał zapłacić.
A może pod wpływem tego traumatycznego przeżycia zechce odmienić swój los i popatrzeć w przyszłość z optymizmem?
Jerzy Bukowski











