Takiej wpadki dosłownie w ostatniej chwili uniknęło polskie Ministerstwo Obrony Narodowej, zaproszone przez Ambasadę Republiki Federalnej Niemiec do wspólnego uczczenia pamięci żołnierzy III Rzeszy na warszawskim cmentarzu Północnym.
Uroczystość zorganizowano z okazji obchodzonego przez Niemcy “dnia żałoby”, ale jako jej miejsce wybrano kwaterę, w której pochowano m.in. żołnierzy Wehrmachtu i Waffen-SS, pacyfikujących stolicę podczas Powstania Warszawskiego. Niewykluczone, że znajdują się tam również zwłoki “kata Warszawy” – generała SS Franza Kutschery, który został zastrzelony na mocy wyroku Kierownictwa Walki Zbrojnej Polskiego Państwa Podziemnego.
Delegacja MON nie zjawiła się na tej ceremonii, chociaż wcześniej zapowiadała swój udział. Na szczęście “za pięć dwunasta” ministerialni urzędnicy zdążyli zasięgnąć opinii najbardziej kompetentnej w takich kwestiach instytucji, czyli Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, która wyjaśniła im niestosowność obecności przedstawicieli polskiego resortu obrony na takiej uroczystości.
Skandalu więc nie było, chociaż część mediów uznała za takowy złożenie na grobach żołnierzy Wehrmachtu i Waffen-SS kwiatów z biało-czerwoną szarfą przez reprezentantów Polsko-Niemieckiej Fundacji “Pamięć”.
Czas zabliźnia wprawdzie rany przeszłości, ale trzeba być jednak odpowiednio czujnym w podobnych sytuacjach, ponieważ nawet szlachetne z moralnego i historycznego punktu widzenia próby pojednania się ze sobą przedstawicieli dwóch narodów na grobach ich – walczących niegdyś ze sobą żołnierzy – mogą wywołać zrozumiałe protesty i poczucie niesmaku.
Po to jest właśnie ROPWiM, aby konsultować z nią każde, nawet z pozoru niewinne i czysto ceremonialne zaproszenie od przedstawicieli obcych państw dla polskich władz państwowych, wojskowych, samorządowych. Warszawski przykład z niemieckim “dniem żałoby” powinien dać im do myślenia i pozwolić ustrzec się w przyszłości przykrych kompromitacji pod narodowymi barwami.
O ile większych emocji nie budzi już w 2008 roku wspólne oddawanie czci żołnierzom wielu narodowości, potykających się ze sobą w I wojnie światowej (która miała zdecydowanie bardziej rycerski charakter, niż II), o tyle pamięć zbrodni, popełnionych w latach 1939-45 przez wojska obu agresorów jest w Polsce nadal równie żywa jak bolesna. Dlatego właśnie trzeba zachować daleko idącą ostrożność, czyli – jak uczy nas stare przysłowie – dmuchać na zimne.
Jerzy Bukowski












