Wynika z tego jasno, iż gubernator Paterson, nie przegapił bolesnej nauczki swego poprzednika, zdymisjowanego Elliota Spitzera, że popieranie imigrantów nie opłaca się. Zwłaszcza wśród bardziej konserwatywnych, (czytaj: bardziej rasistowskich i ksenofobicznych) wyborców z “górnej połaci” NYS. Trzeba bowiem przypomnieć, że to właśnie plan gub. Spitzera, aby pozwolić nielegalnym imigrantom uzyskać nowojorskie prawa jazdy, pośrednio spowodował jego szybki upadek z wyżyn politycznych do kompletnego dna. Gdyby nie dramatyczny spadek notowań Spitzera w sondażach z tego powodu, nikt nie odważył by się wyciągać mu brudów z prywatnego życia. David Paterson, który wszedł na miejsce Spitzera jako zamiennik z urzędu, bez kandydowania na urząd gubernatorski, myśli już o swej politycznej przyszłości. Wychodząc z założenia, że jako ślepy Murzyn, “z dolnego stanu NY”, gub. Paterson myśli że poparcie mniejszości etnicznych i liberalnych wyborców ma już w kieszeni. Potrzeba mu było zatem mniej oświeconych i bardziej konserwatywnych głosów z górnego stanu Nowego Jorku. W konsekwencji, sprzedał imigrantów i ich pragnienia na lepszą przyszłość, w przysłowiowy “dół rzeki”.
Przyszła sen. Gillibrand nie należy, niestety, do wyjątków w partii demokratycznej. Tajemnicą poliszynela jest iż wielu demokratów, zwłaszcza tych “nowych”, ma anty-imigracyjne pociągi. Suma, zatem, głosów demokratycznej większości w Kongresie jest trochę myląca. Nie na wszystkich demokratycznych kongresmenów możemy liczyć w przyszłej walce o reformę imigracyjnego prawa.

Przemysław Jan Bloch
zapraszam do dyskusji na mój
BLOGH Internetowy: www.adwokatbloch.com











