Pierwszy nieustannie brnie w kłopoty, związane zarówno z dopadającą go po wielu latach amerykańską przeszłością, jak i z ostatnimi niefortunnymi wypowiedziami oraz wątpliwymi nominacjami w powierzonym mu resorcie. Drugi usiłuje przekuć swoje kabotyństwo, w wyniku którego spędził noc na posterunku policji w Monachium po wyprowadzeniu go z samolotu Lufthansy, w heroiczny czyn broniącego praw człowieka Polaka przed bezdusznością niemieckich instytucji.
Obu ich najwyraźniej przerosła sytuacja, w jakiej się obecnie znaleźli. W lawinie poświęconych im bardziej lub mniej mądrych i trafnych komentarzy znalazłem jeden, z którym w pełni się zgadzam z tym większą radością, że wyszedł on spod pióra dziennikarza krakowskiego “Dziennika Polskiego”, a nigdy nie kryłem mego lokalnego patriotyzmu.
Grzegorz Skowron napisał krótko, lecz jakże treściwie:
“Odnoszę wrażenie, że zarówno prawie premierowi z Krakowa jak i trzytygodniowemu ministrowi sprawiedliwości zrobiono wielką krzywdę. Pierwszemu, bo przez lata przekonywano go o jego ważnej pozycji na scenie politycznej, a teraz trudno mu się odnaleźć w głębokim cieniu wielkiej polityki. Za to drugiego wyciągnięto z cienia na pierwszy plan, na którym został tak oślepiony, że chyba stracił orientację.
Bez względu na to, czy oba incydenty są ważne czy też mało znaczące, pogrążają ich bohaterów. Przynajmniej w oczach opinii publicznej.”
Prawda, że to wyjątkowo smaczny i zwięzły komentarz?
Jerzy Bukowski











