Prof. Marek powiedział ponoć śledczemu z IPN, że – jak pisze “Polska” – “nigdy nie widział zwłok Pyjasa, a sekcję chłopaka wykonali jego współpracownicy”, on podpisał się zaś tylko pod jej wynikiem.
Gazeta przypomina, że “to właśnie ten wynik sekcji stał się podstawą do umorzenia przez prokuraturę śledztwa w 1977 roku”. Wznawiano je potem kilkakrotnie, a kolejni lekarze, powoływani jako biegli, nie mieli żadnych wątpliwości, że współpracujący z Komitetem Obrony Robotników student został śmiertelnie pobity.
Teraz były kierownik Zakładu Medycyny Sądowej w Krakowie zupełnie zmienił zdanie. Jak powiedział “Polsce” nadzorujący śledztwo prokurator Ireneusz Kunert, “świadek stwierdził, że jako szef ZMS tylko podpisał się pod pracą podległych mu pracowników” i tłumaczył podczas przesłuchania, iż “nie sprawdzał zgodności sporządzonej opinii z faktycznym stanem rzeczy”, bo miał pełne zaufanie do swojego personelu.
Śledczy IPN zamierzają skonfrontować te nieoczekiwane zeznania prof. Marka z przesłuchaniami osób, których podpisy widnieją pod ową opinią (żyją jeszcze dwie spośród trzech).
Bronisław Wildstein, przyjaciel Pyjasa, który zrobił chyba najwięcej dla dotarcia do prawdy o jego śmierci (przegrał nawet proces sądowy o naruszenie dobrego imienia prof. Marka), wątpi w szczerość ostatniej wypowiedzi byłego kierownika ZMS, mówiąc “Polsce”:
– Całkiem możliwe, że prof. Marek chce teraz zrzucić winę na innych. Przecież przez lata bronił tej ekspertyzy, polemizując np. z adwokatem rodziny Staszka. (…) Staszek miał twarz zatłuczonego człowieka. Mogę o tym zaświadczyć, bo nieraz oglądałem pobitych ludzi. Dlatego raziło twierdzenie w opinii, że mógł to być skutek upadku.
Warto przypomnieć, że z początkiem lat 90. prof. Marek – nie wiedząc, że jest nagrywany – użył w rozmowie z dziennikarką Radia Kraków słów: “no przecież wiadomo, że Pyjasowi ktoś dał w mordę”.
Śledczy IPN przesłuchali w tej sprawie także Lesława Maleszkę, ale na jaw nie wyszły żadne szczegóły jego zeznań.
Jerzy Bukowski











