Stało się tak za przyczyną senatora Prawa i Sprawiedliwości Tadeusza Skorupy, który wygłosił podczas obrad oświadczenie, skierowane do ministra sportu i turystyki Mirosława Drzewieckiego. Powiedział m.in.:
– Zdaję sobie sprawę, że zorganizowanie zimowej olimpiady to ogromny organizacyjny wysiłek, który mógłby być poprzedzony organizacją Mistrzostw Świata w narciarstwie klasycznym, choć przecież nie jest to warunek zaporowy. Zimowa olimpiada <Tatry> to nie tylko Zakopane i Poprad, ale i Wysokie Tatry, Jasna, Bańska Bystrzyca, Kościelisko, Poronin, Bukowina, Nowy Targ, Krynica czy nawet Mszana Dolna. Wszystko w promieniu około 70 kilometrów, a nie, jak było choćby w wypadku Turynu, czy jak będzie w wypadku nadmorskiego Vancouver albo nadmorskiego Soczi, 150 km.
Jak należy domniemywać z powyższych słów senatora, igrzyska miałyby odbywać się po obu stronach granicy. Mógłby to być – jego zdaniem – potężny impuls do gospodarczego rozwoju tych terenów. Ciekawe, czy Skorupa zasięgał opinii Słowaków. Nie wiadomo, bo występując w wyższej izbie parlamentu powiedział tylko, że ministerstwo sportu i turystyki powinno nawiązać kontakt w tej sprawie z lokalnymi samorządami i uwzględnić jego pomysł w koncepcjach rozwoju sportowej infrastruktury tamże.
No cóż, mikrofon i papier wszystko zniosą. Nie sądzę, aby minister Drzewiecki był jednak zachwycony tym pomysłem, do którego musi się teraz jakoś ustosunkować. Z pewnością przypomni on senatorowi PiS, jak wielką klęską skończyła się nie tak dawna próba przekonania Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego do kandydatury Zakopanego jako gospodarza igrzysk w 2006 roku (wtedy wygrał Turyn). Wakacyjna stolica Polski odpadła bardzo szybko i w kiepskim stylu. A ponieważ od tej pory niewiele się zmieniło, może nas czekać powtórka z tamtej kompromitacji.
Jerzy Bukowski











