Trzeba bowiem obiektywnie przyznać, że bohaterka wydarzeń z sobotniego poranka 6 czerwca (a nie piątkowego wieczora, jak pierwotnie napisała “Rzeczpospolita”) nie ułatwia ich merytorycznej oceny. Z jednej strony chętnie udziela się w mediach (w których nie wypada jednak zbyt przekonywująco), opowiadając o tym, co ją spotkało, z drugiej nie bardzo miała ochotę złożyć doniesienie na policję, a obdukcji lekarskiej poddała się dopiero kilka dni po napadnięciu jej przez kilku mężczyzn.
O wiele bardziej zdecydowani są natomiast politycy PiS, dla których to wydarzenie stanowi dowód na – jak to ujął Jarosław Kaczyński – wprowadzanie do rządzonej przez PO Polski białoruskich standardów. Głośno domagają się więc wszczęcia śledztwa, nad którym nadzór powinien obąć wicepremier, a zarazem minister spraw wewnętrznych i administracji Grzegorz Schetyna.
Liderzy Platformy nie bardzo wiedzą, jak mają zareagować na tę sytuację, ale im większa jest wokół niej medialna wrzawa, tym bardziej wyostrzają swoje poglądy, oczywiście w polemice z PiS. I tak nakręca się rutynowa już spirala sporu pomiędzy dwoma głównymi ugrupowaniami politycznymi polskiej sceny politycznej, w którego centrum zupełnie nieoczekiwanie stanęła mało do tej pory znana aktorka.
Jerzy Bukowski











