Program zresztą wcale nie jest nowy, tylko mocno zapomniany. Jego autor to zimny i cyniczny realista ze szkoły makiawelskiej – Scipione Di Castro. Gentiluomo ten, rodem z Sycylii, pełnił przez dłuższy czas funkcje urzędowe i doradcze przy hiszpańskim wicekrólu Sycylii, Don Marcantonio Colonna, a nabyte tak doświadczenia spożytkował w “Przestrogach” (Avvertimenti) dla swojego protektora, spisanych ok. 1577, lecz wydanych dopiero w 1601 roku, jako druga część większego dzieła zatytułowanego “Skarb polityczny” (Tesoro politico).
Z rzeczonego skarbczyka wyjmujemy tutaj dwie, interesujące nas, bo odnoszące się właśnie do parlamentaryzmu, propozycje Don Scipione. Po pierwsze, radzi on, by parlament zwoływać wyłącznie w zimie oraz w miejscach dzikich i niedostępnych. Po drugie, tak pokierować sprawami, aby w parlamencie znaleźli się ludzie przekupni lub dający się zastraszyć.
Wiele się ostatnio rozprawia o oszczędnościach, jakie dałoby przeniesienie Parlamentu Europejskiego ze Strasburga do Brukseli. To jednak propozycja zbyt minimalistyczna, nawet dla realistów. Pójdźmy zatem za ciosem i zaproponujmy coś bardziej zdecydowanego. Propozycja jest więc następująca: niech siedzibą PE będzie najbardziej wysunięty na północ kraniec Europy – cypel Knivskjellodden w Norwegii. I oczywiście, jak radzi Don Scipione, sesje winny odbywać się tam wyłącznie pomiędzy listopadem a majem, kiedy najzimniej i prawie cały czas ciemno: pomroczność jasna gwarantowana.
Można iść o zakład, że przy takiej lokalizacji podaż chętnych do pobierania eurodiety gwałtownie by się zmniejszyła, a po parokrotnym przewietrzeniu się najodważniejszych na cyplu może nawet w ogóle by zanikła. W każdym razie chęć do uchwalania jakichkolwiek rezolucji – zwłaszcza wzywających do walki z globalnym ociepleniem – wyparowałaby jak kamfora.
Co się natomiast tyczy drugiej propozycji signora Castro, to już nawet nic nie trzeba by robić. Wszakże w jego czasach w zgromadzeniach przedstawicielskich zasiadali ludzie już z jakimś cenzusem, coś posiadający i niezależni; aby ich przekupić lub nastraszyć, trzeba było jednak się natrudzić. Dziś, mamy jak wiadomo, pełną demokrację, w demokracji każdy może być każdym, europosłem zatem też: a wszakże “w demokracji «człowiek zasad» kosztuje zaledwie odrobinę więcej” (N. Gómez Dávila).
Jacek Bartyzel











