Do tej pory pasażer mógł ubiegać się w takiej sytuacji o finansową rekompensatę jedynie przed sądem, udowadniając poniesione w rezultacie przedłużonej podróży straty. Nic więc dziwnego, że większość poszkodowanych w ten sposób przez PKP machała ręką i klnąc pod nosem nadal korzystała z usług nierzetelnego przewoźnika. W Polsce duże opóźnienia pociągów zdarzają się bowiem nie tylko podczas silnego mrozu i upalnego lata (wtedy jest usprawiedliwienie: szyny kurczą się bądź rozszerzają), ale także z powodu ulewnych deszczów, początku oraz końca okresów wakacyjnych, a także z dziesiątków innych przyczyn lub nawet bez nich.
W czasach II Rzeczypospolitej powszechne było powiedzenie, że polskie pociągi są tak punktualne, iż można dzięki nim regulować zegarki. W epoce komunizmu kolejnictwo zeszło na psy, podobnie jak większość dziedzin gospodarki i życia publicznego. Rozkłady jazdy przestały być stuprocentowo pewnymi gwarancjami dotarcia co do minuty do miejsca przeznaczenia, a wygląd wagonów (zwłaszcza toalet) przyprawiał o mdłości. Sowiecka mentalność zagościła w PKP i spowodowała zanik przedwojennego etos kolejarza, który nakazywał szacunek dla podróżnych, przejawiający się w tak w punktualności, jak w czystości pociągów.
Najlepszą recenzją stanu peerelowskiego kolejnictwa stała się popularna piosenka “Wałów Jagiellońskich”, rozpoczynająca się od słów:
Jedzie pociąg z daleka,
na nikogo nie czeka,
a konduktor pijany
obija się o ściany.
Po 1989 roku – mimo różnorakich i licznych zmian ekonomicznych oraz własnościowych w ramach PKP – kolejnictwo nadal stanowiło skansen socjalizmu. O ile przejazd pociągami InterCity i EuroCity może się już kojarzyć z przedwojennym luksusem (ale nie w sferze punktualności), o tyle składy podmiejskie wciąż straszą swoim wyglądem, zwłaszcza jeśli podróżują nimi rezerwiści i kibice.
Teraz będzie można przynajmniej skutecznie i bez konieczności udawania się do sądu wyegzekwować od kolejowych spółek odszkodowanie za spóźnienie. Jeśli przekroczy ono godzinę, pasażer otrzyma zwrot jednej czwartej ceny biletu, gdy dwie – połowę. W przypadku dłuższego opóźnienia przewoźnik ma obowiązek zagwarantować mu darmowe wyżywienie, a nawet opłacić taksówkę i nocleg w hotelu. Obsługująca połączenia ekspresowe i pospieszne spółka PKP Intercity zaoferuje też możliwość kupienia biletu powrotnego nawet z pięćdziesięcioprocentową bonifikatą w przypadku znacznego opóźnienia pociągu.
Są to iście rewolucyjne zmiany, najwyraźniej wzorowane na zwyczajach od dawna już panujących w liczących się na świecie liniach lotniczych. Wydający sporą kwotę na bilet pasażer musi mieć pewność, że jeżeli – nie ze swojej winy – nie dotrze na określony w umowie cywilnoprawnej (jaką jest zakup dokumentu podróży) czas do miejsca przeznaczenia, będzie mu to odpowiednio zrekompensowane.
Miejmy nadzieję, że te regulacje przyjmą się również w polskich kolejach i że szyld PKP (bez względu na to, której spółki-córki dotyczy) już wkrótce znowu zacznie oznaczać punktualność, czystość oraz komfort podróżowania.
Jerzy Bukowski











