Na taki pomysł wpadła Gminna Komisja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, którą poparł dyrektor miejscowego ośrodka kultury, a ich propozycje ostatecznie zatwierdził burmistrz. Nie będzie więc wolno ani sprzedawać, ani pić napojów alkoholowych w miejscach, gdzie będą się odbywały koncerty. Serwowane tam kiełbaski, bigos i inne dania mieszkańcy Trzebini będą musieli popijać gorącą herbatą i zimnymi sokami zamiast – jak to drzewiej bywało – chłodnym piwem.
Nad porządkiem w trakcie imprez i nad przestrzeganiem zakazu pieczę będą sprawować policjanci i firma ochroniarska. Za picie alkoholu podczas święta miasta będą upomnienia i mandaty.
Wielu trzebinianom nie podoba się ta decyzja. Uważają, że zostali potraktowani jak dzieci, albo jeszcze gorzej: jak nałogowi alkoholicy, którzy skrzętnie wykorzystają każdą okazję, aby od razu się upić do nieprzytomności. Wskazują przykład innych miast, w których pije się alkohol podczas podobnych świąt i nie prowadzi to do patologicznych zachowań w masowej skali. Co bardziej zapalczywi odgrażają się, ze alkohol i tak będzie spożywany, w dodatku – na złość władzom miasta – w większych ilościach, niż gdyby był legalnie dostępny.
Nie bardzo rozumiem nazbyt restrykcyjną postawę członków Gminnej Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych oraz zgadzających się z jej postulatem urzędników samorządowych Trzebini. Czyżby nie wiedzieli, że wszelka przesada jest niedobra, a w naturze Polaków leży przekora, zwłaszcza wobec każdej władzy, nawet demokratycznie wybranej i uznawanej za swoją?
Jerzy Bukowski











