Abstrahując od kontekstu jego wypowiedzi (była ona częścią dyskusji w sprawie powołania sejmowej komisji śledczej do wyjaśnienia afery hazardowej), muszę mu przyznać – jako filozof – rację. Bo prawda rzeczywiście jest jedna dla wszystkich i znajduje się tam, gdzie się znajduje, a nie tam, gdzie chcielibyśmy ją – z różnych powodów – widzieć.
Nie sądzę, aby niezbyt intelektualnie lotny Karpiniuk (oceniam go tak na podstawie licznych wcześniejszych wypowiedzi) zdawał sobie sprawę, że sformułowanie, którego użył, jest często wykorzystywane w poważnych filozoficznych polemikach przeciwko bardzo popularnej – i niesłusznie przypisywanej Arystotelesowi – tezie, jakoby prawda lokowała się zawsze pośrodku. Owszem, bywa i tak, że równo oddaleni są od niej toczący spór w jakiejś kwestii ludzie, ale są to sporadyczne przypadki.
Zwolennicy takiego poglądu ocierają się o relatywizm (lub nawet są relatywistami), negując obiektywny charakter prawdy. Pragnąc zadowolić wszystkich, popełniają poważny błąd, przed jakim przestrzegali już swoich współczesnych Sokrates, Platon i właśnie Arystoteles, którego równie często jak nieopacznie przywoływana w dyskusjach na temat prawdy koncepcja średniej miary (popularnie zwana doktryną złotego środka) dotyczyła całkowicie innych zagadnień.
Warto też pamiętać, że to autor “Metafizyki” pozostawił nam w spadku klasyczną definicję prawdy, wedle której prawdziwy jest sąd zgodny ze stanem faktycznym. Potem powstały cztery jej nieklasyczne koncepcje: oczywistości, zgody powszechnej, koherencyjna i utylitarystyczno-pragmatyczna.
Nie chcę tu wchodzić w szczegółowe rozważania epistemologiczne (dział filozofii zajmujący się ludzkim poznaniem, w tym prawdą), ale bronię przed niezasłużonymi szyderstwami posła Sebastiana Karpiniuka: obojętne, co miał na myśli, o co mu chodziło i co chciał osiągnąć, wypowiedział się – z filozoficznego punktu widzenia – wzorowo.
Jerzy Bukowski











