Według prokuratorów Instytutu Pamięci Narodowej były szef Ministerstwa Spraw Wewnętrznych PRL robił wszystko, by odsunąć podejrzenia od milicjantów, którzy śmiertelnie pobili warszawskiego maturzystę, a w konsekwencji doprowadzić do ich uniewinnienia. W języku prawnym brzmi to tak: “inicjował czynności, wydawał polecenia oraz akceptował realizowane czynności w celu spowodowania uniknięcia przez funkcjonariuszy MO odpowiedzialności karnej za popełnienie tego przestępstwa”.
Akcja MSW w latach 80. była zakrojona na ogromną skalę. Służba Bezpieczeństwa inwigilowała wówczas niewygodnych świadków, prześladowała ich adwokatów i oskarżała niewinnych ludzi. Wszystko po to, by wybielić funkcjonariuszy. Kiszczak wydał nawet specjalną instrukcję: “ma być tylko jedna wersja śledztwa – sanitariusze”.
Do tej pory zarzuty utrudniania śledztwa usłyszało dwudziestu byłych funkcjonariuszy komunistycznej Służby Bezpieczeństwa niskiego szczebla. Teraz IPN sięga w oskarżeniu szczytów peerelowskiej władzy. Według informacji RMF przez ostatnich kilka tygodni prokuratorzy próbowali wezwać Kiszczaka. Gdy się to wreszcie udało, usłyszał on zarzuty, ale nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień.
Jerzy Bukowski











