W placówce została zakończona analiza wewnętrznego systemu ochrony, a raport trafił na biurko ministra kultury i dziedzictwa narodowego, co potwierdził PAP rzecznik Muzeum Jarosław Mensfelt, nie ujawniając jednak jego ustaleń. Powiedział jedynie, że w momencie kradzieży wszystkie procedury ochrony w placówce były zachowane.
– Ustalono, że zawinił czynnik ludzki. Dowódca zmiany został zwolniony z pracy. W momencie stwierdzenia kradzieży zwlekał zbyt długo z powiadomieniem komendanta straży i policji. Pozostali dwaj wartownicy, którzy zostali zawieszeni po kradzieży, wrócili do pracy – wyjaśnił.
Mensfelt zapowiedział także, że w placówce wprowadzony zostanie nowy plan ochrony i nowoczesne zabezpieczenia. Do czasu ich wprowadzenia wzmożone zostały natomiast dotychczasowe środki bezpieczeństwa. Odmówił jednak podania jakichkolwiek informacji na temat planowanych nowości.
Tuż po kradzieży Prokuratura Okręgowa w Krakowie zarzuciła dyrekcji Muzeum, że teren byłego obozu nie był należycie chroniony. Prokurator Artur Wrona zapowiedział wszczęcie postępowania w sprawie niedopełnienia przez nią obowiązków.
Mensfelt przypominał wówczas, że Muzeum obejmuje prawie 200 hektarów powierzchni, ponad 150 budynków i ponad 300 ruin, kilometry ogrodzeń, wieże wartownicze, a także archiwa i zbiory.
– W ostatnich latach placówka rozwinęła metody monitoringu i zabezpieczeń elektronicznych przede wszystkim w budynkach, gdzie przechowywane są archiwa i przedmioty poobozowe – powiedział wtedy PAP.
Rzecznik dodaje obecnie, że w Muzeum wdrożony jest elektroniczny system kontroli pracy wartowników w terenie. Ich praca jest elektronicznie rejestrowana i dokumentowana całą dobę.
– Na tej podstawie możemy stwierdzić, że w nocy z 17 na 18 grudnia obchód był realizowany zgodnie z planem ochrony (…). W analizie przebiegu służby nocnej (…) odnotowano ślady na śniegu w okolicach bramy <Arbeit macht frei> o godzinie 22.12. Dowódca zmiany wykonał obchód sprawdzający. Nie stwierdził obecności żadnych postronnych osób na terenie – powiedział.
Do Muzeum wrócił już po badania laboratoryjnych w Małopolskiej Komendzie Wojewódzkiej Policji Państwowej oryginalny napis, ale na razie nie wiadomo, czy zostanie ponownie zawieszony na bramie, a jeśli tak, to kiedy.
– Przed ewentualnym przywróceniem będzie musiał być spełniony szereg czynników: konserwacja napisu, system bezpieczeństwa, opinia generalnego konserwatora zabytków i Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej – wyjaśnił Mensfelt w wypowiedzi dla PAP.
Nie jest więc wykluczone, że nad wejściem do dawnego obozu zagłady zawiśnie wierna opia napisu “Arbeit macht frei”, a oryginał będzie eksponowany w jednym z muzealnych pomieszczeń.
Jerzy Bukowski











