Obecnie trwa kolejna próba: sejmowa komisja “Przyjazne Państwo” przygotowuje założenia projektu ustawy legalizującej gospodarskie pędzenie alkoholu, na mocy której każdy rolnik będzie mógł pędzić i sprzedawać bimber.
“- Mamy wielką nadzieję na finał trwających ćwierć wieku starań o uznanie śliwowicy za produkt legalny” – powiedział “Polsce-Gazecie Krakowskiej” wójt Łącka Franciszek Młynarczyk.
Projekt ustawy zakłada, że bimber pędzony w gospodarstwie rolnym nie podlegałby rygorystycznym wymogom sanitarnym, a odpowiedzialność cywilną za jego jakość miałby ponosić wytwórca.
“- Poznaliśmy przedstawioną nam propozycję <bimbrowej ustawy>. Odesłaliśmy ją do poprawki i czekamy na nową wersję. Znalazły się w niej zapisy nie do przyjęcia, choćby ustanowienie górnej granicy gospodarskiego wyrobu alkoholu na poziomie tysiąca hektolitów. To przecież poziom produkcji przemysłowej. Resorty sprzeciwiają się też całkowitemu zwolnieniu wytwórców bimbru z podatków.” – ujawnił gazecie małopolski poseł Wiesław Woda, który pracuje w kierowanej przez Janusza Palikota komisji.
Łąccy sadownicy przytaczają przykłady sąsiednich krajów również należących do Unii Europejskiej, które nie sięgają do kieszeni gospodarzy sprzedających domowe wódki i nalewki.
Wójt Młynarczyk twierdzi, że przygotowany rok temu gminny projekt ustawy “śliwowicznej” dla senackiej komisji zajmującej się tym problemem był bardziej realny.
“Sto kilogramów śliw pozala zrobić cztery litry dobrej śliwowicy. W Polsce nie ma latyfundiów. Jeden rolnik ma około pięciu hektarów sadu. Z hektara zbiera najwyżej pięć ton owoców. Łatwo wyliczyć, że realna granica to dwieście litrów dla gospodarstwa. Więcej to już przemysł. Może ktoś z rozpędu wpisał ten tysiąc hektolitrów, bo to jest w Polsce granica obowiązku akcyzy” – skomentowała ten problem “Polska-Gazeta Krakowska”.
Może “Przyjaznemu Państwu” uda się jednak skutecznie wszcząć i doprowadzić w parlamencie do pomyślnego finału ustawę, na którą od wielu lat czekają dziesiątki (jeśli nie setki) tysięcy polskich rolników, nie tylko z okolic Łącka. W końcu poseł Palikot od dawna jest za pan brat z alkoholem, co niejednkrotnie publicznie udowadniał.
Jerzy Bukowski











