W książce pt. “Bieg życia Justyny” o nieznanych do tej pory opinii publicznej historiach z życia sportsmenki opowiadają jej rodzice i przyjaciele.
– Biografia Justyny Kowalczyk przypomina historię Kopciuszka, który z Kasiny Wielkiej wydostał się i podbił cały świat, przynajmniej jego sportową – powiedział w trakcie jej prezentacji Sosnowski.
Zdaniem Stanowskiego najlepsza sporstmenka w historii polskiego narciarstwa może być wzorem dla młodzieży.
“Dzięki autorom książki czytający ją fani Kowalczyk będą mogli jeszcze raz przeżyć jej wielkie dni chwały podczas igrzysk w Vancouver, Turynie czy mistrzostw świata w Libercu. Będą się mogli też dowiedzieć m.in. dlaczego biegaczka nie nosi nazwiska Warzecha – tak nazywał się ojciec Kowalczyk, ale po ślubie przyjął nazwisko żony – czy też tego, że wkrótce po urodzeniu mała Justyna długo walczyła o życie” – czytamy w depeszy Polskiej Agencji Prasowej.
– Kiedy się urodziła była bardzo chora, odwodniona i zamiast leżeć cztery dni w szpitalu, to przebywała tam dwa tygodnie, a mimo to nie wyzdrowiała. Jednak lekarze ją wypisali ze szpitala. Mama Justyny opowiadała mi, że wtedy była załamana, tym bardziej, że wcześniej urodziła trójkę dzieci i wiedziała jak zdrowe dziecko powinno wyglądać – opowiadał podczas promocji książki Sosnowski, który przedstawił w niej także życie rodzinne Justyny.
Stanowski skupił się na karierze sportowej Kowalczyk. Przyznał, że nie autoryzowała ona swoich wypowiedzi, a książki jeszcze nie widziała. Wybierała natomiast fotografie z archiwum rodzinnego, które trafiło do publikacji. Wszystko, co się znalazło w rozdziałach poświęconym sprawom prywatnym biegaczki, było konsultowane z jej rodzicami.
Książka sprzedaje się znakomicie, z pierwszego nakładu pozostało już tylko kilkanaście egzemplarzy. Jej bohaterka jednak o tym nie wie, walcząc nadal na skandynawskich trasach o jak największą przewagę nad rywalkami w Pucharze Świata, który już zdobyła.
Jerzy Bukowski











