Wedle obowiązujących w Unii Europejskiej przepisów ilość szkodliwych benzopirenów w kiełbasie czy w szynce może wynosić od 2-3, a wielopierścieniowych węglowodorów aromatycznych 12 mikrogramów na jeden kilogram,
“- Na ponad 600 próbek, głównie z powiatów nowosądeckiego i limanowskiego, prawie wszystkie spełniały unijne wymogi dotyczące ilości benzopirenu i WWA. Większość była jednak specjalnie przygotowana, niedowędzona i nie miała nic wspólnego z prawdziwym wyrobem” – powiedział gazecie wicemarszałek Małopolski, Wojciech Kozak.
Badania próbek miały wykazać, że tradycyjne metody wędzenia nie zagrażają zdrowiu, gdyż nie powodują przekroczenia norm zawartości szkodliwych substancji chemicznych.
“- Producenci, oszukując, robią sobie sami krzywdę. Jeśli będą produkować i badać wędliny uczciwie, być może uda się znaleźć rozwiązanie całej sytuacji. Mamy jeszcze czas” – wyjaśnił w rozmowie z “P-GK” profesor Władysław Migdał z Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie.
Sami producenci przyznają, że unijne restrykcje praktycznie uniemożliwiają tradycyjne wędzenie przy użyciu drewna.
“- Przepisy utrudniają normalną pracę, stąd zamieszanie i kombinowanie, jak ominąć prawo. Aczkolwiek jest to naganne! Mamy piękną tradycję wędzarniczą, jesteśmy w tym dobrzy i to trzeba pielęgnować. Niedopuszczalne jest malowanie szynki, mycie, wycieranie. Producenci muszą być uczciwi. Szczególnie, że marszałek i inspektor weterynaryjny stoją za nami. Nie zamierzam dostosować się do unijnych norm. Sprzedaję tradycyjnie wędzone wędliny tylko na rynku polskim. Małopolska stoi tradycją. Nie zepsujmy tego” – powiedział “Polsce-Gazecie Krakowskiej” producent słynnej kiełbasy lisieckiej Stanisław Mądry.
I jak tu pogodzić tradycję polskich wędliniarzy z biurokratyzmem Unii Europejskiej?










