Gestapowiec dostał polecenie zabicia 10 chorych w szpitalu. Szedł od łóżka do łóżka, posłusznie wykonując rozkaz, ale pomylił się i strzelił o jeden raz za dużo. Padł więc na kolana, wzniósł dłonie ku górze i krzyknął:
– Wybacz, dobry Boże, zabiłem przez pomyłkę niewinnego człowieka.
Ta “mordercza” anegdota przyszła mi na myśl, kiedy dowiedziałem się z “Rzeczpospolitej”, że prokurator w niemieckim Verden umorzył postępowanie wobec dowodzącego jednostką specjalną Waffen-SS doktora prawa Friedricha W. Hegenscheidta, który zachował się humanitarnie kierując 15 czerwca 1941 roku publicznymi egzekucjami w Gąbinie i w Gostyninie, ponieważ nie dopuścił się szczególnego okrucieństwa nie zabijając kobiet ani dzieci, a wcześniej wezwał winnego zabójstwa żandarma do ujawnienia się. Za okoliczność łagodzącą prokurator uznał także to, że obwiniony działał na mocy rozkazu wydanego przez gauleitera Kraju Warty Artura Greisera.
A może obecne władze Niemiec powinny odznaczyć dr. Hegenscheidta za jego piękną postawę?











