Ostatnio wyraziście zaznaczyła swoją obecność na pierwszej linii kuriozalnej walki politycznej eurodeputowana wciąż dołującej Platformy Obywatelskiej Julia Pitera, która stwierdziła w Telewizji Polsat News, że dwukrotnie większe poparcie dla PiS niż dla jej partii wcale nie odzwierciedla rzeczywistych preferencji partyjnych Polaków, ponieważ ci boją się mówić podczas rozmów z ankieterami, iż nie popierają ugrupowania Jarosława Kaczyńskiego.
– Ludzie myślą sobie tak: ktoś się dowie, że nie tak głosowałem, to 500 złotych mi zabiorą, podwyżki emerytury nie dadzą, a mam niezapłacony czynsz, to może coś zrobią – powiedziała całkiem serio na antenie tej stacji.
Ponieważ – jak sparafrazował stare powiedzenie Antoni Słonimski – tonący brzydko się chwyta, przywołała przypadek sprzed ponad 10 lat, kiedy sondaże nie dawały wielkich szans wyborczych Samoobronie, a uzyskała w nich ona znakomity, kilkunastoprocentowy rezultat. Europosłanka najwidoczniej nie zauważyła, że mimochodem porównała w ten sposób Platformę do pogardzanej przez nią partii śp. Andrzeja Leppera.
Także fakt, że ankiety przeprowadzane są głównie telefonicznie, przeraża – zdaniem Pitery – ludzi, którzy doskonale wiedzą, jak łatwo można sprawdzić do kogo należy dany numer i dlatego ze strachu mówią, że głosują na Prawo i Sprawiedliwość.
Ileż to się trzeba intelektualnie nagimnastykować, żeby i tak wyjść na durnia.










