Oto 24-letnia Niemka Selin Gören została zgwałcona przez imigrantów, ale na policji zeznała, że okradła ją szajka złożona częściowo także z jej rodaków, ponieważ chciała w ten sposób – jako osoba na wskroś postępowa – chronić uchodźców i walczyć z rasizmem.
Pełniąca funkcję rzeczniczki organizacji Solid, będącej młodzieżówką partii Die Linke (Lewica) – co wiele tłumaczy – kobieta nie wspomniała ani o gwałcie, ani o tym, że napastnicy mówili w języku kurdyjskim lub perskim.
“Jak przyznała teraz w rozmowie ze <Spieglem>, nie powiedziała policjantom prawdy ze względu na swoją lewicową wrażliwość. Jest socjalistką i antyrasistką; nie chciała informować o gwałcie, by jej historia nie posłużyła przeciwnikom imigrantów, mającym i tak już wyjątkowo wiele do powiedzenia po masowych gwałtach i napaściach podczas słynnej nocy sylwestrowej. Dopiero kilkanaście godzin po pierwszej wizycie na policji Gören udała się na komisariat po raz drugi i tym razem opowiedziała o rzeczywistym przebiegu napaści. Namówił ją do tego jej przyjaciel, argumentując, że może zapobiec gwałtowi na innej kobiecie. Napastników policja jednak nie zatrzymała aż do dzisiaj” – czytamy na stronie http://www.pch24.pl.
Portal przypomniał też, że już wcześniej niemieckie media informowały o kilku niemieckich nastolatkach, które były w styczniu i w lutym regularnie molestowane oraz lżone przez imigrantów w drodze do szkoły, ale przyznały się do tego dopiero po kilku tygodniach, ponieważ – podobnie jak Selin Gören – nie chciały rzucać podejrzenia na wszystkich uchodźców.
Muszę przyznać, że żaden komentarz nie przychodzi mi do głowy, ale nie jest też chyba potrzebny.










