Taką bandą były cywilne i wojskowe służby specjalne w Polsce Ludowej. Skoro zostały już jednoznacznie ocenione w sferze moralnej i politycznej, najwyższy czas dokonać rozliczenia również w dziedzinie materialnej. A w tej jedyną możliwością jest obniżenie emerytur i rent ich byłym funkcjonariuszom.
Należało załatwić to zaraz po 1989 roku, ale władzę przejęli wtedy politycy, którzy w ramach umowy zawartej z komunistami przy Okrągłym Stole zapewnili ludziom poprzedniej władzy bezpieczeństwo socjalne oraz gładkie wejście w nową rzeczywistość, a generałów Wojciecha Jaruzelskiego i Czesława Kiszczaka uznali za ludzi honoru.
Dobrze więc, że rząd Beaty Szydło postanowił nadrobić karygodne zaległości i wymierzyć sprawiedliwość katom. Nie zwróci się w ten sposób życia, zdrowia, lat spędzonych w więzieniu, czy przerwanej kariery naukowej ich ofiarom, ważna jest jednak satysfakcja, że wskazano i chociaż częściowo rozliczono zdrajców polskiej racji stanu.
Każdy, kto w jakikolwiek sposób przykładał rękę do utrwalania komunistycznego reżimu w epoce PRL, winien być napiętnowany i ukarany. Jeżeli godził się bowiem służyć w formacjach, które za cel stawiały sobie zniewalanie rodaków, to znaczy że był człowiekiem do cna zaprzedanym ekipie zniewalającej Polskę w imię imperialnych interesów Kremla.
Obniżenie emerytur i rent jest najniższym możliwym wymiarem kary dla tych, którzy przez pół wieku prześladowali ludzi wiernych narodowym imponderabiliom.










