Jak napisała “Rzeczpospolita”, zanim po godzinie(!) oczekiwania do staruszki przyjechał ambulans, był tam już karawan z lokalnego zakładu pogrzebowego.
Tamtejsza prokuratura bada, czy z pogotowia nie wyciekają dane osobowe pacjentów, bo trudno sobie inaczej wyobrazić, dlaczego pod domem starszej pani pojawił się karawan, zwłaszcza że jej wnuk przed przyjazdem pogotowia odebrał wiele telefonów z pytaniem o stan zdrowia babci.











