Wprawdzie jego pomysłodawczyni powiedziały Esce, że utworzyły takie miejsce, bo było im po ludzku smutno, to jednak po odwiedzeniu tego miejsca każdy powinien mieć dobry humor i emanować pozytywną energię.
“Polacy posiadają predyspozycje do smutku: melancholijnego, narodowego, ale też całkiem zwykłego, codziennego smutku szarych blokowisk. Właśnie dlatego powstało specyficzne miejsce, w którym można się podzielić swoim smutkiem” – czytamy na stronie internetowej rozgłośni.
Na muzeum zaaranżowano dwa pomieszczenia. W pierwszym urządzono laboratorium.
“Na stole można znaleźć fiolki z napisem: tęsknota, bezradność, ból, cierpienie itd. Każdy może pomieszać w specjalnych probówkach uczucia, które mu towarzyszą. Z probówką udaje się do drugiego pomieszczenia. Tam na środku ruin baszty jest ustawiona czara goryczy. Za pomocą specjalnego urządzenia nasza <smutna> probówka ląduje w czarze. Ma to być symbol pozbywania się negatywnych uczyć” – napisano na stronie Eski.
Muzeum Smutku jest czynne w godzinach otwarcia Dworku Białoprądnickiego. Za wstęp nie trzeba płacić, co już powinno wprawić w dobry humor zwłaszcza znanych jako “centusie” krakowian.













