Toczy się ona jednak nie płaszczyźnie programowej, ponieważ żadne z tych skleconych naprędce ugrupowań nie potrafi sformułować sugestywnej propozycji dla Polaków, ale na poziomie personalnych zaczepek. Mamy więc do czynienia z falą oskarżeń: ktoś ukradł komuś hasło wyborcze, komuś nie podoba się miejsce na liście, wszyscy są zaś generalnie obrażeni na siebie.
Nawet dziennikarze sprzyjających opozycji mediów są zmuszeni przyznać, że jest ona kompletnie rozbita i cechuje ją brak wiary w możliwość zwycięstwa. Zamiast twórczo przeciwstawiać się obecnemu obozowi rządzącemu, popada ona w kolejne jałowe spory, które odstręczają od niej wiernych wyborców.
Jestem gotów postawić dolary przeciw orzechom, że ta degrengolada będzie się pogłębiać, a swoje apogeum osiągnie tuż przed 13 października.










