“Samotny żeglarz przed wyprawą zaopatrzył się w prowiant, który ma mu wystarczyć na 30 dni. O swojej podróży poinformował nie tylko hiszpańską rozgłośnię Cadena Ser, ale też balearską żandarmerię” – czytamy w portalu.
Lambies stwierdził, że ucieczka na bezludną wyspę o wielkości 3 kilometrów kwadratowych była decyzją zdroworozsądkową. Pomimo braku towarzystwa nie narzeka.
– To taki raj jak na jednej z wysp karaibskich – powiedział w rozmowie z Radiem Illa (cytaty za Onetem).
Głównym powodem jego wyprawy była chęć całkowitego odizolowania się od reszty świata podczas pandemii.
– Nie chcę tu widzieć nikogo, ani z nikim się kontaktować. Wycieczki po wysepce i krzątanie się przy biwaku zajmują mi większą część dnia. Nie mam praktycznie czasu nawet na czytanie – dodał.
Lambies nie spodziewa się, żeby ktoś skopiował jego formę spędzania czasu w izolacji, a także miał ku temu możliwości, ponieważ wypłynął tuż przed zamknięciem hiszpańskich portów.











