Smak nieupieczonego ciasta

Z reguły pieczemy najpierw ciasto i dokładamy wszelkich sił, aby smakowało jak najlepiej, zanim go pokroimy i skonsumujemy. Sytuacja odwrotna wydaje się być nieco bardziej skomplikowana, tzn. próbować podzielić ciasto, które nie zostało jeszcze upieczone.

File5e8f2d8f3a8aeauthor202004091013
Prof. Miroslaw Matyja
21 listopada, 2020
Post thumbnail default dark

Kojarzy się to trochę z różnymi tendencjami w ramach kształtujących się w Polsce ruchów demokracji oddolnej/bezpośredniej, które znajdują się na etapie raczkowania, ale już niektórzy jego domorośli przywódcy planują podział stołków i nawet tworzenie szkoły liderów.

Zostawmy jednak na boku słowo “lider”, wywodzące się, jak wszyscy wiemy, od słowa angielskiego “leader”. Moda na obce czy nowe słowa w polskiej polityce jest ogromna, a jednocześnie nie do końca zrozumiała. Mamy przecież w języku polskim rodzime określenia.

Chodzi wiec o kształcenie kierowników, czyli osoby, które miałyby sterować i zarządzać innymi w ramach tych ruchów obywatelskich i być potencjalnymi kandydatami na posłów w Sejmie. Czyli oddolna demokracja zaczyna się już przed jej wprowadzeniem w życie odgórnie?

Niektórzy z nas pamiętają, ze kierownicy w okresie polskiego komunizmu kształceni byli w ramach ówczesnej głównej partii politycznej – Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, która była przewodniczką Narodu. Prawie co drugi urzędnik był w czasie komy kierownikiem.

Po zmianie systemu politycznego w Polsce i nastaniu funkcjonującej do dzisiaj semidemokracji, zaczęły powstawać w kraju – jak przysłowiowe “grzyby po deszczu” – szkoły biznesu, kształcące nowoczesnych kierowników, zwanych menedżerami lub właśnie liderami. Absolwenci tych szkół zasilają obecnie gastronomie brytyjską, uprawę tulipanów w Holandii lub sektor budownictwa w Niemczech. Niektórzy pozostali w kraju i angażują się na rzecz “dobrej zmiany”. A w Polsce w międzyczasie zabrakło elektryków, stolarzy i pielęgniarek.

Zastanawiam się jednak, po co tworzyć nowe szkoły kierowników, skoro można by sięgnąć z powodzeniem do tej potencjalnej i dobrze wykształconej kadry, mającej pozytywny stosunek do wszelkich społeczno-politycznych przemian w kraju?

Wracając jednak do nowej tendencji, która aktualnie zarysowuje się na horyzoncie polskiej sceny politycznej, należy stwierdzić, ze istnieją ruchy obywatelskie, które skutecznie opierają się tendencji “kierownikowania”. Myślę tu konkretnie o ruchu Jednomandatowych Okręgów Wyborczych JOW, który powstał za sprawą wybitnego myśliciela politycznego Jerzego Przystawy. Pan Przystawa nie był ani przywódcą ani wodzem, a już na pewno nie był kierownikiem. Owszem, znaleźli się politycy w tym ruchu, którzy “na jego plecach” zrobili karierę polityczną i weszli nawet do Sejmu, po czym zapomnieli sobie o JOWach. Niemniej jednak, z tego co wiem – a z JOWami współpracuję bardzo blisko – nikt w tej organizacji nie zakładał szkoły kształcenia kierowników i nie rozdzielał stołków poselskich.

Wróćmy jednak do pieczenia ciasta. Jeśliby żona zwróciła się do mnie z prośbą o pomoc przy wypieku powiedzmy szarlotki czy sernika, miałbym w zasadzie w tym wypadku dwie opcje do wyboru. Albo pomóc żonie, ale stwierdzić, że przejmę kierownictwo nad wypiekiem i poprowadzą politykę dystrybucji. Czytelnik może sobie jedynie wyobrazić, że druga opcja jest raczej czysto teoretyczna.

Bądźmy pragmatykami, kreujemy słynną pracę od podstaw, albo jak kierownicy zwracali się w okresie komuny do ludu pracującego miast i wsi: “do roboty młode roboty”. Oddolnej pracy nie wykona za nas żaden kierownik/lider, choćby skończył nie wiadomo jaką szkołę biznesu w nie wiadomo jakim systemie politycznym.

P.S. Oczywiście, powyższym tekstem uderzyłem piąstką w stół. Poczekam teraz i zobaczę, z której strony odezwą się pierwsze nożyce.

Newsletter Dziennika Polonijnego

Zostaw pierwszy komentarz

Post
Filter