Referendum: progowe czy bezprogowe?

Osobiście nie bardzo rozumiem sens dyskusji na temat czy referendum, jako instrument prawdziwej demokracji, powinno być progowe czy bezprogowe?

File5e8f2d8f3a8aeauthor202004091013
Prof. Miroslaw Matyja
20 maja, 2022
Referendum progowe czy bezprogowe kat

Wiemy, że referendum to forma głosowania o charakterze powszechnym, niewątpliwie najbliższa ideałowi demokracji bezpośredniej, w której udział mogą brać wszyscy obywatele uprawnieni do głosowania. W ramach referendum obywatele całego państwa lub jego części wyrażają swoją opinię w kwestii poddawanej głosowaniu.

Referendum jest narzędziem kontroli władz, kształtowania ustroju i wyrazem woli społeczeństwa.

Dlaczego w ramach demokracji bezpośredniej referendum powinno być bezprogowe? Odpowiedzi na to pytanie jest kilka.

Każdy próg jest ograniczeniem demokracji, stanowi jej blokadę i jest po prostu… niedemokratyczny. Załóżmy, że mamy w Polsce system demokracji bezpośredniej. Ludzie przyzwyczajają się do częstych referendów, ale nie wszyscy są zainteresowani wszystkimi sprawami – co jest na wskroś normalne. Następuje więc klasyczne tasowanie się głosujących. Jednego interesuje jedna sprawa, innego zupełnie inny problem. Więc do urny referendalnej idą różni ludzie w różnych sprawach, i w ramach różnych referendów.

Tak czy owak, w ramach demokracji referendalnej (bezpośredniej) zawsze będziemy mieli do czynienia z 3 grupami elektoratu:

  • głosującymi zawsze
  • nigdy nie głosującymi
  • głosującymi à la carte, tzn. od przypadku do przypadku.

Ale co jest z tymi ludźmi, którzy do urny nie idą? Ktoś powie: oni nie głosują. To stwierdzenie jest klasycznym błędem osób, oceniających demokrację bezpośrednią w sposób powierzchowny. Bowiem niegłosujący głosują również, tylko że pasywnie. Nie idąc do urny, zgadzają się zawczasu z wynikiem głosowania w ramach danego referendum.

Załóżmy jednak teoretycznie, że mamy demokrację bezpośrednią z referendum progowym. A więc referendum jest ważne tylko wówczas, jeśli do urny pójdzie co najmniej 50%+1 uprawnionych do głosowania. Ze względu na częstość referendalnych głosowań, uzyskanie takiej frekwencji jest możliwe tylko w wypadku takich referendów, w których chodzi “o wszystko albo prawie wszystko”.

W polskich warunkach takim referendum mogłoby być np. głosowanie o wystąpienie Polski z Unii Europejskiej itp. Natomiast w ramach innych głosowań, 50-procentowy próg byłby zapewne nieosiągalny. Przykładem jest tu Szwajcaria, państwo, które jest kolebką demokracji bezpośredniej i w którym przeciętna frekwencja referendalna wynosi ok. 40%.

Gdyby więc w Szwajcarii wprowadzono 50-procentowy próg referendalny, to całą demokrację bezpośrednią w tym państwie “by diabli wzięli”. Pomijając fakt, że za każdym razem ponoszone byłyby koszty przeprowadzenia referendum, które w efekcie nie przyniosłoby żadnych rezultatów.

Referendum jest – powtarzam jeszcze raz – narzędziem kontroli władz, kształtowania ustroju i wyrazem woli społeczeństwa i jako takie ma tylko wtedy swój demokratyczny sens, jeśli jest bezprogowe i wiążące.

Aha, na koniec mała uwaga: jeśliby nawet niewielki procent elektoratu głosował w Polsce w ramach referendum, to i tak będzie to zapewne wyższa liczba niż 460 (liczba posłów w Sejmie).

Progowe czy bezprogowe? Brzmi trochę jak: demokracja albo jej brak?

Newsletter Dziennika Polonijnego

Zostaw pierwszy komentarz

Post
Filter