Polscy maltańczycy na Camino. Wolontariusze przełamują bariery

Ciągnęli wózki pod górę, pomagali w najprostszych codziennych czynnościach, wstawali o piątej rano. A potem odkrywali, że to osoby, którym przyjechali pomagać, dodawały im siły. Polscy wolontariusze Zakonu Maltańskiego po raz pierwszy wzięli udział w Camino de Santiago sobre Ruedas. Siedmiodniowa pielgrzymka do grobu św. Jakuba zakończyła się przedwczoraj. „Mam czasami wrażenie, że oni dają…

File65673f32c8f51author202311290840
Vatican News
16 września, 2026
Pl volunteers camino head
Zdjęcia Vatican Media

Ks. Łukasz Bankowski – Watykan

Kiedy brakowało sił, Jerzy zaczął śpiewać

Żar lał się z nieba, a droga prowadziła stromo pod górę. Hanna Gutowska pomagała ciągnąć wózek, na którym jechał Jerzy. Po kilku dniach Camino zmęczenie dawało już o sobie znać. I właśnie wtedy to nie wolontariuszka podniosła na duchu podopiecznego. Było odwrotnie.

Jerzy zaczął śpiewać: „Pan jest mocą swojego ludu, On jest mym Bogiem, nie jesteś sam”.

„To bardzo nam pomagało” – wspominała Hanna. Dla niej ten moment pokazał, czym naprawdę była ta pielgrzymka. „Choć inne części ciała nie zawsze muszą działać, to serce działa”.

Nie przyjechali wozić chorych

Hanna Gutowska, jej brat Maciej oraz Dominik Radziwiłł znaleźli się w pierwszej polskiej grupie wolontariuszy, która włączyła się w maltańskie Camino. Polakom towarzyszył redemptorysta o. Leszek Pyś. Chcieli także „przetrzeć szlak”, aby w kolejnych latach mogły przyjechać następne grupy z Polski.

Osoby, które nie mogły samodzielnie przejść trasy, podróżowały na specjalnie przygotowanych wózkach. Jak podkreślał Maciej Gutowski, nie chodziło jednak o prostą relację opiekun–chory.

„Staramy się traktować każdego podopiecznego nie jako osobę chorą, z którą wyjeżdżamy, tylko jako osobę, która chce razem z nami normalnie być”. Wolontariusze starali się pozostawiać podopiecznym tyle samodzielności, ile było możliwe. Z czasem przestawali być dla siebie obcymi ludźmi. „Możemy się poczuć jak rodzina” – przyznawali.

Camino nie było „lekkim spacerkiem”

Siedem dni pielgrzymowania oznaczało pobudki o piątej rano, wielogodzinną drogę, upał i strome podejścia. Do tego dochodziła odpowiedzialność za drugiego człowieka.

Dominik Radziwiłł zauważył, że idąc samemu, łatwo zatopić się we własnych myślach. Tutaj nie można było stracić czujności, ponieważ przez cały czas trzeba było dbać o bezpieczeństwo drugiej osoby. Pomoc nie kończyła się wraz z zejściem ze szlaku. Czasem trzeba było pomóc się ubrać czy wykąpać.

Właśnie wtedy – jak mówili wolontariusze – znikały bariery i skrępowanie. „To, co trzeba zrobić, to się robi”.

Telefon przestał być potrzebny

Camino zmieniło również rytm ich własnego życia. Jeden z wolontariuszy przyznał, że czas spędzany przy telefonie spadł z dwóch–trzech godzin do około pół godziny dziennie.

„Żyjemy tu i teraz, żyjemy z podopiecznymi. Zostawiamy wszystko za sobą” – mówiła Hanna Gutowska. Przyznała też: „Mam czasami wrażenie, że oni dają nam znacznie więcej niż my”.

Na Camino zmieniła się także miara szczęścia. Piękny widok, Eucharystia czy możliwość samodzielnego przejścia nawet krótkiego odcinka drogi nabierały innej wartości. „Uczymy się doceniać drobne rzeczy” – podkreślali Polacy.

Jedna droga, wiele języków

Polskiej grupie przez siedem dni towarzyszył o. Leszek Pyś CSsR. Redemptorysta przypominał, że celem pielgrzymki był grób św. Jakuba Apostoła. Dla maltańczyków droga oznaczała jednak nie tylko pokonywanie kolejnych kilometrów, ale przede wszystkim wspólne pielgrzymowanie z człowiekiem, który bez pomocy innych nie mógłby jej odbyć.

Razem do Santiago szli Polacy, Hiszpanie, Włosi, Czesi, Holendrzy i Brytyjczycy. Różne języki nie okazały się przeszkodą. Gdy brakowało słów, pozostawały gesty i uważność na drugiego człowieka.

Hanna Gutowska widziała w tym doświadczenie powszechności Kościoła. „Kościół jest uniwersalny, nie tylko w Polsce” – podkreślała. Jerzy natomiast już podczas drogi zapowiadał, że chciałby wrócić. „Taki wyjazd do Santiago pogłębia moją wiarę” – mówił.

Newsletter Dziennika Polonijnego

Zostaw pierwszy komentarz

Post
Filter