Jak to było z ogrodami zoologicznymi: Ekspozycja zwierząt

Ogród zoologiczny, to jak każdy z nas wie miejsce tak urządzone i zagospodarowane, w którym uwzględnia się specyfikę infrastruktury technicznej. Czyni się to dlatego, by mogły być przetrzymywane i eksponowane w tym właśnie miejscu żywe zwierzęta. Są one przedstawicielami różnych gatunków, a przede wszystkim prym wiodą w tym miejscu dzikie formy światowej fauny.

File66ba290026166author202408121123
Ewa Michałowska-Walkiewicz
30 sierpnia, 2026
Animal museums history head
Fot. Ewa Michałowska- Walkiewicz

Zawiła historia wspomnianych ogrodów

Ogrody zoologiczne mają zawiłą, a przy okazji śmieszną i długą historię. Nikt by się nie spodziewał, że dzieje ich sięgającą czasów starożytnych. Jak czytamy w różnych źródłach encyklopedycznych i historycznych, 2000 lat p.n.e. znane były już one w Chinach, Egipcie oraz w Asyrii. Ogrody zoologiczne stanowiły kluczową rozrywkę, a przy okazji obiekt dumy królów, okresu wieków średnich.

Zwierzyniec….tak po prostu

Oczywiście ogród zoologiczny czyli po prostu zwierzyniec, znajdował się też w Polsce. Ufundował go dla swojej ukochanej żony Marysieńki, król Jan III Sobieski. Usytuowany był on jak nietrudno się domyśleć w Wilanowie, na tak zwanym Morysinie. Trzymano w ogrodzie tym przeróżne gatunki zwierząt egzotycznych.

W celach zarobkowych

Bardzo często zwierzyńce te, organizowano głównie w celach zarobkowych, no bo oczywiście sprzedawano bilety dla osób chcących je obejrzeć. Zwierzęta pokazywano w tych ogrodach zwykle tak długo, aż ich właściciel nie zarobił należytej sumy pieniędzy. W dziewiętnastym wieku w Warszawie, powstało kilka prywatnych zwierzyńców. Ale gdy ludzie się już ich „naoglądali”, przestawały one istnieć.

Prezenty i prezenciki

Jak wszyscy wiemy, z prezentami imieninowymi i urodzinowymi bywa bardzo różnie. Niektóre z nich są trafione, a inne natomiast niestety są nieudane. Pewien poznański miłośnik gry w kręgle i niebywały koneser mocnego piwa, otrzymał niezwykły prezent urodzinowy od swoich przyjaciół. Wspomniany „kręglarz”, kończył właśnie opijać z przyjaciółmi swoją pięćdziesiątkę, gdy został on obdarowany jako prezentem urodzinowym…żywym inwentarzem…. Przyjaciele tego solenizanta umówili się, że każdy z nich podaruje mu jakieś zwierzę, które na przykład spotka na ulicach Poznania. W ten oto sposób solenizant otrzymał na urodzinowy prezent: świnię, barana, kozę, kota, królika, wiewiórkę, gęś, kaczkę, kurę, pawia oraz tresowaną małpę i niedźwiedzia, które to zwierzęta zostały zakupione od wędrujących w taborze Cyganów. Początkowo nie wiedział on co ma z tym zrobić, ale po chwili postanowił w swoim ogródku zrobić pierwsze w Poznaniu „mini zoo”.

Pieniądze za oglądanie

Pobierał on od osób zwiedzających to miejsce drobne pieniądze, z których jego żona zakupywała prowiant na przyrządzanie codziennych obiadów. Mieszkająca z nimi ciotka Tekla, w swoje stare sukienki ubierała małpy, co jeszcze bardziej ciągnęło  chętnych do zobaczenia tego niebywałego zwierzyńca. Pewnego razu w tym ogrodzie odbył się koncert pań z koła dobroczynnego, wszyscy mawiali, że małpy w ciotczynych sukienkach wyglądały sto razy lepiej niż wspomniane śpiewające kobiety. Kilka razy świnie wspomniana ciotka Tekla ubrała w kapelusze, a fakt ten zgromadził w tym miejscu mnóstwo pragnących uciech ludzi. Ale gdy żona właściciela wspomnianego ogrodu zoologicznego chciała wymienić meble w jadalni swego domu, co wiąże się z wydaniem sporej sumy pieniędzy, posiadacz zoo urządził paradę ze swoimi zwierzętami, które były ubrane w garderobę oczywiście ciotki Tekli. Podobno ludzie mawiali, że chętnie zapłaciliby za bilety na tę paradę dużo więcej, żeby tylko zobaczyć jak tym razem świnie ubrane były w niedoprane pantalony wspomnianej ciotki.

Newsletter Dziennika Polonijnego

4 comments

Zostaw swój komentarz

Post
Filter