Raczej to byli mężczyźni
Krawcami na przełomie XVII i XVIII stulecia, raczej byli mężczyźni. Głównie dlatego, że to właśnie oni pobierali naukę wykonywania większości profesji ówczesnego świata. Kobiety dopiero w XIX wieku, wywalczyły sobie możliwość pójścia do pracy, by zapewnić sobie i dzieciom jakikolwiek byt. Zwykle kobiety były raczej szwaczkami, to znaczy wykonywały one krawieckie prace pomocnicze takie jak chociażby fastrygowanie. Dla kobiet zawód szwaczki był jedyną możliwością utrzymania się.
Wdowy po krawcach
“Krawieckie matrony” lub też inaczej mówiąc wdowy po krawcach były raczej kobietami zamożnymi. Dziedziczyły bowiem one po mężu całą pracownię, zatrudniając w niej innych doborowych krawców. Mogły one nawet posiadać ucznia krawieckiego, początkowo pracującego jako chłopiec na posyłki.
Z pracowni do zakładu
Krawiec-mistrz, mógł zatrudniać innych mistrzów tego fachu, ale tylko wtedy gdy prowadził on nie pracownię ale krawiecki zakład. Podobno najtrudniejszym elementem, który szyły pracownie krawieckie, były damskie gorsety. Były one wieloelementowe, jak też i usztywniane prasowaną fiszbiną, znacznie utrudniającą szycie. Gdy gorsety stały się z biegiem czasu elementem wytwornych sukien, raczej biły się o ich szycie wszyscy krawcy danego miasta. Bardzo zamożne damy do swoich gorsetów nie tylko nakazywały wszywanie fiszbin, ale nawet kości wieloryba, z którymi tylko umiał sobie poradzić nie lada krawiec.
Kobiety walczyły o swoje
Wykonywanie zawodu właściwie jakiegokolwiek gdy nie należało ono do cechu rzemieślniczego, nie było zatem legalną profesją. Jednak dla wielu kobiet w tym wypadku szwaczek nie było to przeszkodą. Były one podciągane do zawodu pomocniczego, a wykonując drobne zajęcia krawieckie z czasem uczyły się one przy okazji prawdziwego fachu. Tym sposobem na przykład powstawały pierwsze gabinety krawieckie w mniejszych miastach. Taka pani krawcowa, nie mogła brać odpowiednio wysokiego wynagrodzenia za pracę, ale i tak utrzymywała siebie i dzieci na odpowiednim poziomie.
Odraza i niemoralność
Z biegiem czasu, tak zwane „panie porządne” w mieście, nie korzystały z usług krawieckich oferowanych przez panów, ponieważ nawet branie miary przez nich było wielce niemoralne. Odrazą było też regularne przychodzenie do miary i mierzenie uszytego stroju na samą bieliznę.
Przełom w siedemnastym stuleciu
We Francji w XVII wieku, kobiety wywalczyły sobie prawo zakładania własnych cechów i wykonywania różnych zawodów, w tym też i krawiectwa. Czas zaborów w naszej Ojczyźnie, znacznie wydłużył tę ewentualność u nas, ale kobiety polskie nie były gorsze w swoich dążeniach od innych kobiet Starego Kontynentu. W XIX wieku, mogły już one na własną rękę prowadzić różne usługi, przynoszące im należny zysk.
Uczono się trzy lata
Sztuki krawieckiej uczono się najczęściej przez 3 lata. Gdy zaś jakaś osoba była wybitnie zdolna do tego fachu, nauka mogła zostać skrócona do 2 lat. Gdy zaś rodziców młodego pretendenta „na krawca” nie było stać na opłacenie tej nauki, zawsze wydłużano ją o kolejny rok, ale był on stosunkowo mniej płatny.
Międzywojenna współpraca
Krawiec raczej nie posiadał w swojej pracowni składu z różnymi materiałami. Nie czynił tego ponieważ, mogły być one nigdy nie wykorzystane. Raczej polecał on swoim klientom jakieś znane „magazyny” dzisiaj nazwalibyśmy je sklepami z materiałami. Często się też zdarzało, że taki pani sklepowa wychodziła za pana krawca i majątek obu takich firm się znacznie pomnażał. Takie mariaże w międzywojennej Polsce były raczej na porządku dziennym.
Opłacalność krawiectwa
W pewnym momencie sztuka krawiecka, była jedną z bardziej opłacalnych. Krawcy byli jednymi z bardziej zamożnych rzemieślników, zatem mogli oni posiadać kilka kamienic w mieście na własność, co dodatkowo wzbogacało ich portfel.
Muzealna wystawa
W dawnej pracowni krawieckiej, która zobrazowana była w kieleckim Muzeum Historii Kielc, mogliśmy zobaczyć dawne narzędzia i materiały niezbędne do szycia ubrań na miarę. W takiej pracowni była obowiązkowo pedałowa maszyna do szycia, stół do wykrawania materii, nożyce, igły, nici, centymetry krawieckie, kreda, naparstki, deska do prasowania, no i oczywiście agrafki. Pracownia taka była bardzo dobrze oświetlonym miejscem i porządnie ogrzanym, ponieważ wszyscy musieli się rozebrać w celu wzięcia miary. Obok musiała być opałowa kuchnia z blachą, na której podgrzewano żelazka. Musiał być też w takiej pracowni manekin, na którym upinano pierwocinę szytego ubrania.
Redakcja „Dziennika Polonijnego” dziękuje dyrekcji Muzeum Historii Kielc, za możliwość wykonywania zdjęć.















