KONTAKT   I   REKLAMA   I   O NAS   I   NEWSLETTER   I   PRENUMERATA
Wtorek, 27 września, 2022   I   10:18:08 PM EST   I   Damiana, Mirabeli, Wincentego

Jedna walka, wiele ocen

28 grudnia, 2012

Tomasz Adamek
Tomasz Adamek. Fot. Dariusz Kwapisiewicz

Stoczyłem czwartą walkę w tym roku. Walka ze Steve’m Cunningham’em w Bethlehem przeszła już do historii. Wygrałem, ale nie tak, aby zadowolić fanów boksu i samego siebie...

Wywołałem niedosyt u fanów boksu. Dziennikarze zaprezentowali komentarze, w których przeważała negatywna ocena mojej walki. Przeczytałem teksty, w których było sporo inwektyw, ale były też ostrożne i rozumne pochwały, oparte na racjonalnych analizach walki.

Sędziowski werdykt tego wieczoru to przysłowiowa kula śnieżna, która tocząc się od USA do Polski wywołała wielką lawinę komentarzy, zwłaszcza w internecie. Nadarzyła się okazja, aby dowalić Adamkowi. I nie ma tu znaczenia fakt, że stoczyłem w tym dniu jubileuszową 50 walkę na zawodowym ringu. Wygrałem 48, przegrałem tylko dwie walki. Tylko niewielu dziennikarzy pokusiło się na dokonanie wartościowej analizy walki wieczoru w Bethlehem. Niestety potwierdzam, że były powody do krytyki. Po walce pojawiły się bowiem dziesiątki pytań, na które w niedalekiej przyszłości muszę sam sobie i fanom boksu odpowiedzieć. No bo, jak nie odpowiedzieć na takie pytania: gdzie jest ten Adamek z walki z Briggsem, Arreolą czy Banksem? Która wersja Adamka wyjdzie na ring w 2013 roku? Czy w takiej dyspozycji, jak w ostatniej walce mogę dalej liczyć na zwycięskie walki?

Najpierw jednak kilka zdań na temat ostatniej walki. Na konferencji prasowej zaraz po walce, obarczyłem Steve’a Cunningham’a odpowiedzialnością za poziom sportowy i widowisko. Miałem pretensje do niego, że unikał walki, uciekał po ringu i zadawalał się pojedyńczymi akcjami. Czy słusznie, chyba nie, bo każdy ma prawo do stosowania własnej taktyki. Steve, za namową swojego sztabu trenerskiego i doradców unikał otwartej konfrontacji, bojąc się powtórki z 2008 roku. Niestety straciło na tym widowisko.

Nie zadawałem więc tak dużo ciosów, jak w poprzednich swoich walkach, bo nie potrafiłem dopaść Steve’a. Był ruchomym celem. Nawet, gdy zamykałem mu ucieczkę w kącie ringu, to nie zawsze potrafiłem ulokować kilka ciosów. Nie ponawiałem akcji, liczyłem na lepszą okazję do kontry. Starałem się walczyć spokojnie i oszczędzać siły na kolejne rundy. Realizowałem własną taktykę na walkę, tj. wywieranie presji najprostszym sposobem oraz przyśpieszanie tempa w końcówce każdej rundy. Kilka razy pod koniec rundy udało mi się trafić mocniej Steve’a, ale gong nie pozwolił mi na ponowienie ataku. Steve też kilka razy mnie skontrował w sytuacji, gdy za bardzo szukałem nokautu. Większość jego ciosów to wersja soft, która nie robi krzywdy przeciwnikowi. Widać to było na mojej nie naruszonej twarzy po walce, nie było na niej prawie żadnych śladów. On przeciwnie demonstrował na twarzy efekty moich ciosów. Wiele jego ciosów prostych zbijałem rękawicami.

Po zakończonej walce miałem dziwne uczucie, że to już koniec, a ja mogłem dalej przeboksować kilka rund, nie byłem mocno zmęczony.

Na konferencji po walce, było już inaczej. Ktoś przypomniał mi, że to już moja czwarta walka w tym roku. Tak często w HW nikt nie walczy, zwolnij tempo, mówili do mnie: znajomy z Polski, trener i promotor.

Świadomy upływu czasu i swojego wieku chciałem szybko znaleźć się na szczycie rankingu. Udało się, wygrałem w tym roku cztery walki, ale czy to nie jest powód do tego, że mogę się czuć zmęczony. Kto w takim okresie czasu, stoczył jak ja 50 walk i osiągnął tyle, co ja na ringu? Jest ponoć wirtualny klub pięściarzy, którzy walczyli 50 i więcej walk na zawodowym ringu. Kto jest teraz jeszcze w tym klubie czynnym pięściarzem? Zadanie to dla statystyków. A może to się nie liczy? Piszę te słowa do tych, którzy na moją ostatnią słabszą walkę i ostatnie zwycięstwo zareagowali, alergicznymi komentarzami: "złodziej", "rabunek", "oszust", "prezent świąteczny", itp. Nie chcę przysłowiowego pomnika za to, co osiągnąłem w boksie zawodowym, jako reprezentant Polski. Liczę jednak na odrobinę obiektywizmu w ocenie tego, czego dokonałem na ringu zawodowym. Każda wygrana walka zawsze przybliża mnie do postawionego sobie celu. Nawet, jeśli jest daleka od poziomu, do którego przyzwyczaiłem swoich fanów boksu.

Pozwolę sobie przytoczyć artykuł napisany na podstawie słów Harolda Ledermana:

"Sporo kontrowersji wzbudził werdykt rewanżowej walki Tomasza Adamka (48-2, 29 KO) ze Steve\'em Cunninghamem (25-5, 12 KO). Polak wygrał niejednogłośną decyzją, lecz wielu obserwatorów - zarówno w Polsce jak i za oceanem, widziało minimalną przewagę Amerykanina. Część mówiła nawet o skandalu, co nie było zbyt poważne, bo walka była naprawdę wyrównana, a niektóre rundy trudne do punktowania. Mimo wszystko część specjalistów widziała nieznaczne zwycięstwo Cunninghama. Jak się okazuje, bodaj najsławniejszy sędzia punktowy - Harold Lederman, typował nieznaczną przewagę naszego "Górala".

Lederman przez lata punktował najważniejsze pojedynki jako oficjalny sędzia, a potem został analitykiem stacji HBO. Wszystkie najważniejsze walki pokazywane w HBO są wzbogacone o punktację pomocniczą Ledermana - tę nieoficjalną, tylko dla kibiców. Jest on więc niezwykle ceniony, a jego zdanie poważane "w środowisku". Zapytany o swoje zdanie na temat rewanżu Adamka z Cunninghamem, Lederman widział zwycięstwo Polaka 115:113, czyli w uproszczeniu 7-5 w rundach.

- Mi wyszło 115:113 na korzyść Adamka. Cunningham sam jest sobie winien, ponieważ bił prawą ręką i od razu uciekał. Ani razu nie popisał się kombinacją złożoną z dwóch uderzeń prawą ręką. Zdarzało mu się trafić naprawdę mocno, ale i tak odchodził i wracał do swojej taktyki, co według mnie nie mogło mu dać wygranej. On nie próbował nawet zranić rywala, a z drugiej strony Adamek próbował skrócić dystans i się do niego dobrać - analizował sławny sędzia."

Walka ze Steve Cunninghamem od samego początku była opisywana w mediach za łatwą, wynik typowano w zasadzie tylko k.o. Skoro wygrałem walkę niejednogłośnie, zamiast spodziewanego k.o., byłem wolny, wyprowadziłem mniej niż zwykle ciosów, to jakie mogą być oceny? Dostało się mnie, trenerowi, promotorom.

Sędziowie wytypowali zwycięzcę walki, nie po myśli części polskich fanów, a sam Steve, jak zawsze czuje się skrzywdzony. Wniosłem do ringu pas i tytuł IBF North American heavyweight title. Steve, aby go wywalczyć musiał dużo więcej pokazać w ringu ode mnie.

W boksie zawodowym obowiązuje bowiem niepisana zasada, że pretendent do pasa musi umieć więcej w ringu, od jego aktualnego posiadacza. Musi pokazać więc wolę walki i dać pokaz efektywnego boksu. Steve walczył dobrze, ale pokazał przede wszystkim, efektowny taniec w ringu. Daleko mi do niego w tym elemencie. Steve przyzwyczaił już fanów boksu do krytykowania orzeczeń sędziów w Polsce, Niemczech czy USA. To standard z jego strony. Tego wieczoru nie powalił mnie ciosem na matę ringu, nic szczególnego w ringu nie zrobił, żeby mi ten mniej znaczący pas odebrać.

Dziś trudno ocenić, ile na ogólnym wrażeniu z naszej walki miała również wpadka anonsera Micheala Buffera, który mylnie odczytał karty sędziowskie. Najpierw zakomunikował remis, by za chwilę ogłosić moje, niejednogłośne zwycięstwo. W takiej sytuacji podejrzenia nasuwają się same, a odbiór medialny jest dwuznaczny. Padły stwierdzenia: oszustwo, sędziowie nie stanęli na wysokości zadania, itp.

Sędziowie pochodzili z trzech różnych miast amerykańskich, przy powołaniu których nikt nie zgłaszał sprzeciwu. Po walce sam legendarny anonser Michael Buffer, przyszedł do nas do szatni i przepraszał za zamieszanie, jakie wywołał ogłaszając werdykt sędziów. Ja pomimo tego, że nie była to moja walka życia uważam, że zasłużyłem na wygraną. Zawsze potrafiłem dostosować się do stylu walki przeciwnika, tym razem przyznam szczerze, że walcząc ze Steve Cunninghamem lekkim, jak za czasów walki w cruiser, nie potrafiłem dopaść go w tej gonitwie po ringu. Sam też stosuję chętnie tę taktykę i dzięki niej wygrałem wiele znaczących walk. Tym razem Steve okazał się mistrzem unikania walki. Zastosowanie takiej taktyki nie gwarantuje automatycznie wygranej walki. Coś za coś. Tym razem świetna taktyka na ociężałego i wolnego Adamka nie przyniosła zakładanego efektu. W oczach sędziów duże większe znaczenie miało moje wywieranie presji, ciosy ciężkie, zaakcentowane końcówki rund, zadane czysto ciosy.

Liczę, że Steve pokaże jeszcze w HW, jak wygrywa się z najlepszymi pięściarzami. Jest doświadczonym pięściarzem, a każda następna walka będzie procentować na przyszłość. Życzę, aby już w 2013 roku udowodnił, że stać go na wiele w tej kategorii wagowej.

Co do moich planów, to muszę powiedzieć, że kierując się radą trenera, promotora i znajomych, ograniczę ilość walk w 2013 r. Wiem dobrze, że propozycje walk z atrakcyjnymi rywalami, to tylko kwestia czasu. Wdzięczy jestem telewizji NBC, że chciała i ponoć chce dalej pokazywać moje walki w USA. W Polsce rekordy oglądalności pobiła stacja Orange Sport, która jako jedyna transmitowała walkę do Polski.

Dziękuję wszystkim tym, którzy do mnie napisali. Przyjmuję krytykę konstruktywną i obiecuję kolejne emocjonujące walki w drodze po pas. Wiem, że po tej walce straciłem wielu fanów, którzy sądzą, że to koniec Adamka wojownika. Nic podobnego, jeszcze postaram się o kilka dobrych walk, a później ustąpię pola młodszym pięściarzom z Ojczyzny. Niech nawiążą do moich osiągnięć i okażą się lepszymi ode mnie. Jako przyszły emeryt, życzę im tego z całego serca. Kończąc, dziękuję wszystkim za przesłane mi życzenia świąteczne i noworoczne.

Tomasz Adamek