KONTAKT   I   REKLAMA   I   O NAS   I   NEWSLETTER   I   PRENUMERATA
Niedziela, 5 lutego, 2023   I   03:23:50 PM EST   I   Agaty, Filipa, Justyniana
Pamiątka z Krakowa

Co można przywieźć jako w miarę trwałą pamiątkę z Krakowa? Precel tudzież obwarzanek nie wytrzymują próby czasu, trzeba je zjeść jak najszybciej. Smoka Wawelskiego nie sposób zapakować go do podręcznego bagażu, zwłaszcza jeśli wozi się ze sobą łatwopalne przedmioty. Lajkonik wymagałby nieustannego pojenia go, bynajmniej nie wodą z Wisły. Trudno też byłoby zabrać kawałek kopca Kościuszki bądź Piłsudskiego, bo nie pozwoliliby na taką profanację przesiąkniętej krwią rodaków ziemi ich opiekunowie. Powszechnie dostępne w Krakowie oscypki i ciupagi kojarzą się zaś bardziej z zimową, niżeli z duchową stolicą Polski.

Skoro nie można można wywieźć spod Wawelu oryginału, trzeba zadowolić się jakimś symbolem. Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom turystów, władze miasta ogłosiły konkurs na najbardziej typową pamiątkę z Krakowa. Jego rozstrzygnięcie nie zaskoczyło chyba nikogo. W kategorii pamiątek tradycyjnych zwyciężyły kolorowe, tekstylne obwarzanki, których nie da się wprawdzie spożyć, ale można się do nich przytulić. Wśród współczesnych symboli podwawelskiego grodu pierwsze miejsce przypadło magnetycznym klipsom z wizerunkiem smoka, które można przyczepiać np. do lodówki.
   
Czy odwiedzający Kraków goście podzielą gust komisji konkursowej? I czy w ogóle da się w jakikolwiek sposób ustalić, co powinno kojarzyć się z danym miastem, regionem, krajem? Obawiam się, że są to tzw, pobożne życzenia magistrackich urzędników, odpowiedzialnych za promocję. Podstawowy warunek, jaki stawiano wyrobom mającym symbolizować Kraków, była bowiem możliwość ich masowego oraz taniego wytwarzania. Niewątpliwie firmy produkujące obwarzanki-poduszeczki oraz klipsy-smoki zrobią dobry interes, legitymując się konkursowym zwycięstwem. Czy ich propozycje nie trącą jednak kiczem?
   
Pamiątki z wycieczek rzadko bywają dziełami sztuki. Z Egiptu przywozi się podróbki papirusów, z Grecji kamienie z Akropolu, dyskretnie podsypywane codziennie przez jego obsługę, ale w oczach turystów uchodzące za te same, po których stąpali starożytni Ateńczycy, z Ukrainy równie oryginalne ikony. Niby wszyscy doskonale rozumieją, o co chodzi, ale wielu obieżyświatów udaje szczerą radość z powodu nabycia tak wspaniałych pamiątek za rozsądną cenę i chwali się nimi przed znajomymi.
  
Lepiej jest już zakupić na Węgrzech sześciopuntowy tokaj, we Francji alpejskie sery, a z Czech przywieźć ziołową beherovkę. Jeśli tylko nie damy się oszukać sprzedawcom, będziemy mogli rozkoszować się jeszcze długo po wakacyjnych wojażach ich gastronomicznym wspomnieniem. Ale jeśli ktoś woli spać na obwarzanku lub przyczepić sobie do lodówki Smoka Wawelskiego, jest to jego całkowicie wolny wybór.