KONTAKT   I   REKLAMA   I   O NAS   I   NEWSLETTER   I   PRENUMERATA
Poniedziałek, 8 sierpnia, 2022   I   12:09:57 AM EST   I   Izy, Rajmunda, Seweryna
  1. Home
  2. >
  3. WIADOMOŚCI
  4. >
  5. Polska

25 lat temu

15 grudnia, 2006

25 lat temu
Gen. Wojciech Jaruzelski wprowadza stan wojenny

\"Zielona WRON-a Dziób w wężyk szamerowany Kto nie dał drapaka, kto nie chce zakrakać Ten będzie internowany...\"

(refren popularnej w czasie wojennym piosenki ułożonej przez internowanych działaczy Solidarności)

Zapewne niejeden młody Polak zapytany z czym mu się kojarzy data 13 grudnia 1981 roku miałby spore trudności z odpowiedzią. Natomiast dla Polaków w średnim wieku jest to najważniejsza data w ich życiorysie. Data, którą będą pamiętać do końca dni swoich.

W Polsce do dzisiaj mówi się o powojennych zakrętach historii. Takim zakrętem był rok 1956, rok wielkich, ale niespełnionych nadziei. Takim rokiem był 1968, rok studenckich protestów, antysemickiej nagonki i zbrojnego stłumienia Praskiej Wiosny. Kolejnym zakrętem był krwawy robotniczy grudzień 1970 i znaczony „ścieżkami zdrowia” czerwiec 1976 roku. Kolejny zakręt, ale inny od poprzednich, bo wygrany przez społeczeństwo, to sierpień 1980 roku i wszystkie związane z nim nadzieje. Zostały one pogrzebane 13 grudnia 1981 roku wraz z wprowadzeniem przez gen. Wojciecha Jaruzelskiego tzw. stanu wojennego.

Był to tak wielki wstrząs dla społeczeństwa, że każdy kto w tym czasie był w kraju, dzisiaj po 25 latach bez trudu odpowie na pytanie gdzie był i co robił w tę grudniową noc, która tak gwałtownie odmieniła oblicze Polski. Jaruzelski i jego kompani wypowiedzieli wojnę narodowi, internowali ponad 5 tysięcy osób i wyprowadzili na ulice miast wojsko, czołgi, transportery opancerzone i ZOMO (Zmotoryzowane Oddziały Milicji Obywatelskiej).

Ocena wydarzeń z 13 grudnia, po 25 latach jest jednoznaczna. Była to ostatnia w najnowszej historii Polski próba wprowadzenia siłą komunistycznego zamordyzmu tłumiącego wolnościowe dążenia narodu. Nie można zapominać, że był to krwawy przewrót, który przyspieszył kompletną ruinę gospodarczą Polski. I nie jest prawdą, że nie można było tego uniknąć!

Stan wojenny został po dwóch latach odwołany, ale mimo to represje trwały nadal. Na ulicach miast w czasie demonstracji ginęli ludzie. Służba Bezpieczeństwa dopuszczała się skrytobójczych morderstw. W gabinetach Ministerstwa Spraw Wewnętrznych kierowanego przez krwawego gen. Czesława Kiszczaka podpisywano wyroki śmierci. Na górników z kopalni „Wujek”, na demonstrantów z Lubina i Nowej Huty, na księży Jerzego Popiełuszkę, Stefana Niedzielaka, Sylwestra Zycha i Stanisława Suchowolca. Ginęli młodzi ludzie na komisariatach policji tak jak Grzegorz Przemyk, czy na ulicach polskich miast tak jak Bogdan Włosik czy Ryszard Smagura. W Polsce po 13 grudnia 1981 roku do roku 1989 zginęło „w niewyjaśnionych okolicznościach” około 100 osób. Dodatkowo kilkaset osób zginęło z powodu wprowadzenia stanu wojennego i jego skutków takich jak np. zablokowanie połączeń telefonicznych. Sprawą zbrodni komunistycznych po 1981 roku przez kilka lat zajmowała się tzw. komisja Rokity. Ale o efektach jej pracy do dzisiaj jest głucho. Nieco wcześniej, jeszcze przed wprowadzeniem stanu wojennego, PRL-owskie ministerstwo spraw wewnętrznych najpierw planowało zamordowanie Ojca Świętego Jana Pawła II, aby później współpracować z KGB w przygotowaniu zamachu na papieża. W czasie audiencji publicznej, gdy Ali Agca strzelał Jana Pawła II na Placu św. Piotra, był obecny także Grzegorz Piotrowski – oficer SB - późniejszy zabójca ks. Jerzego Popiełuszki.

Od 13 grudnia upłynęło 25 lat. Poza Piotrowskim i kilkoma innymi ubekami blisko z nim współpracującymi przy zamordowaniu księdza Popiełuszki, nie słyszałem o nikim kto poniósłby jakąkolwiek odpowiedzialność za polityczne morderstwa i za katowanie ludzi na komisariatach, ulicach i w ich własnych domach. Nikt nie został do dzisiaj ukarany. Byli oprawcy chodzą po ulicach polskich miast. Żyją w spokoju i dostatku. Wielu z nich zasiada w polskich przedstawicielstwach dyplomatycznych. Emeryci pobierają „specjalne” emerytury za „wysługę lat” zapewniające życie w komforcie. Czasem zapewne przypadkowo spotykają rodziny swych ofiar i patrzą w oczy ludzi, których niegdyś bili pałkami na ulicach lub katowali na komisariatach. Jaruzelski i Kiszczak są zapraszani na przyjęcia organizowane nie tylko przez byłych, ale i obecnych polityków PZPR lub jak kto woli SLD. Cieszą się oficjalną przyjaźnią Adama Michnika, który nazywa ich „ludźmi honoru” i przyjaźnią mniej widowiskową, ale równie obrzydliwą dla uczciwego człowieka, jak Janusza Onyszkiewicza czy Bronisława Geremka.

Historia zaśmiała się w twarz ludzi, którzy oddali życie w walce o wolną Polskę. Pierwszym prezydentem „wolnej” Polski został Jaruzelski, drugim elektryk Lech Wałęsa, a trzecim Aleksander Kwaśniewski, PZPR-owski aparatczyk, który przejdzie zapewne do historii dzięki temu, że kompletnie pijany chwiał się nad grobami polskich oficerów pomordowanych w Katyniu. Mało, spora część społeczeństwa oraz główne polskie media uważają go za wielkiego męża stanu.

Straszne i niepokojące jest to, że przy okazji 25 rocznicy nie mówi się o odebraniu wysokich emerytur katom z SB, MO i ZOMO. Spuszcza się zasłonę milczenia na tych, którzy nie przeżyli wojny jaruzelsko - polskiej. Nie sądzi się oprawców i ich mocodawców. I wcale bym się nie zdziwił, gdyby przy kolejnej rocznicy 13 grudnia wręczono ordery autorom stanu wojennego i jego gorliwym wykonawcom. Najlepiej Krzyże Kawalerskie Odrodzenia Polski.

Wojciech T. Mleczko