KONTAKT   I   REKLAMA   I   O NAS   I   NEWSLETTER   I   PRENUMERATA
Środa, 23 czerwca, 2021   I   06:02:16 AM EST   I   Albina, Wandy, Zenona
  1. Home
  2. >
  3. WIADOMOŚCI
  4. >
  5. Polska

Kulisy polsko-amerykańskiej rozgrywki o patrioty

08 grudnia, 2010

Kulisy polsko-amerykańskiej rozgrywki o patrioty

Amerykanie od początku nie chcieli dać Polsce uzbrojonych rakiet Patriot. W zamian oferowali obecność swoich samolotów. Raz na kwartał

Seria tajnych depesz dyplomacji USA pokazuje, że polskie władze zabiegały o umieszczenie w naszym kraju amerykańskich wojsk, przekonując, że Polska nie może się czuć bezpieczna po udzieleniu zgody na budowę tarczy antyrakietowej na swoim terenie. Rząd w Warszawie nie miał nic przeciwko temu, aby nowa administracja Baracka Obamy zrezygnowała z tarczy, ale oczekiwał, że wywiąże się z obietnicy umieszczenia w Polsce baterii wyrzutni Patriot.

W ujawnionej przez WikiLeaks depeszy z 13 lutego 2009 roku były ambasador USA w Warszawie Victor Ashe ostrzegał, że w interpretacji umowy dotyczącej wyrzutni Polskę i USA dzieli „ziejąca przepaść”. Amerykanie zamierzali wysłać do Polski nieuzbrojone rakiety do celów szkoleniowych, Polacy wierzyli zaś, że wyrzutnie będą chronić terytorium Polski, a przy okazji polscy żołnierze nauczą się je obsługiwać.

– Kiedy wiceminister obrony narodowej Stanisław Komorowski dowiedział się jesienią 2008 roku, że rakiety będą nieuzbrojone, powiedział, że Polska oczekuje prawdziwych rakiet, a nie roślin doniczkowych – relacjonował dyplomata USA. Ostrzegł też, że premier Donald Tusk, który nie jest wielkim fanem obrony przeciwrakietowej i nie jest przywiązany do polsko-amerykańskiej współpracy strategicznej jak jego poprzednicy, przekonał opinię publiczną, że tarcza antyrakietowa zwiększy bezpieczeństwo Polski dzięki umieszczeniu na jej terenie wyrzutni Patriot.

„Musimy opracować strategię rozmów z Polakami o zasypaniu tych przepaści, zanim pozytywne rzeczy, które udało nam się osiągnąć, zostaną zniweczone” – czytamy w depeszy.

Po zmianie planów w sprawie tarczy Amerykanie zorganizowali spotkanie polsko-amerykańskiej Grupy Wysokiego Szczebla ds. Obronnych. W depeszy z 12 listopada 2009 roku amerykański ambasador pisał, że Polska otrzymała wtedy nową propozycję. Zamiast patriotów dostała do wyboru: rotacyjną obecność myśliwców F-16 raz na kwartał z niewielką jednostką wojska na stałe, rotacyjną obecność samolotów C-130 Herkules raz na kwartał z niewielką jednostką na stałe lub przeniesienie jednostki sił specjalnych amerykańskiej marynarki (Naval Special Warfare) ze Stuttgartu do Gdańska lub Gdyni.

Polskie władze początkowo skłaniały się ku przyjęciu myśliwców, ale potem zaczęły zabiegać o wszystkie trzy elementy. O tym, co ostatecznie wynegocjowano, Polacy dowiedzą się po dzisiejszym spotkaniu prezydenta Bronisława Komorowskiego z amerykańskim przywódcą Barackiem Obamą w Waszyngtonie. – Z depeszy wynika, że nasi urzędnicy bardzo energicznie zabiegali o nasze interesy – przekonywał wczoraj minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski.

Kolejne ujawnione przez WikiLeaks depesze odkrywają kulisy przygotowywania planów obronnych NATO dla Polski i krajów bałtyckich. Tzw. plany ewentualnościowe (contingency plans) zostały oznaczone kryptonimem „Eagle Guardian” i miały być gotowe w lutym lub marcu tego roku. W ostatniej chwili Niemcy postanowili objąć planami także kraje bałtyckie. Decyzję w tej sprawie podjęto 22 stycznia 2010 roku. Władze w Warszawie nie były jednak zachwycone, obawiając się, że opóźni to albo nawet osłabi plany dotyczące Polski. Rosyjski MSZ wyraził wczoraj „zakłopotanie” z powodu ujawnionych natowskich planów. – Rosja zażąda, by NATO odstąpiło od swego tajnego porozumienia w sprawie obrony Litwy, Łotwy i Estonii przed atakiem militarnym – oświadczył wczoraj rosyjski ambasador przy NATO Dmitrij Rogozin, powtarzając, że plan wymierzony jest przeciwko jego krajowi.

W depeszy rozesłanej 26 stycznia sekretarz stanu USA Hillary Clinton instruowała placówki dyplomatyczne, jak ogólnikowo odpowiadać na pytania dotyczące planów. Zalecała jednak daleko idącą dyskrecję.

Masz pytanie, wyślij e-mail do autora w.lorenz@rp.pl