KONTAKT   I   REKLAMA   I   O NAS   I   NEWSLETTER   I   PRENUMERATA
Niedziela, 25 października, 2020   I   09:00:20 PM EST   I   Ingi, Maurycego, Sambora
  1. Home
  2. >
  3. WIADOMOŚCI
  4. >
  5. Polska

Najpierw Kruczek, teraz Opałko

24 lipca, 2009

Najpierw Kruczek, teraz Opałko

Na przełomie 2007 i 2008 roku zdominowana przez lewicę Rada Miasta Rzeszowa nadała jednej z ulic tego miasta imię komunistycznego aparatczyka Władysława Kruczka - byłego członka Komunistycznej Partii Polski, żołnierza Armii Czerwonej, współorganizatora Polskiej Partii Robotniczej i Gwardii Ludowej, I sekretarza Komitetu Wojewódzkiego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, członka Biura Politycznego PZPR (współodpowiedzialnego za masakrę robotników Wybrzeża w grudniu 1970 roku), przewodniczącego Centralnej Rady Związków Zawodowych, za którego kadencji wybuchły sierpniowe strajki w 1980 roku.

Przeciw tej uchwale natychmiast zaprotestowały lokalne struktury "Solidarności" oraz  Prawa i Sprawiedliwości, rozpoczynając akcję zbierania podpisów mieszkańców stolicy Podkarpacia pod petycją o jej uchylenie. W sprawę włączył się  także Instytut Pamięci Narodowej, którego prezes, profesor Janusz Kurtyka, złożył do Prokuratury Rejonowej w Rzeszowie doniesienie o popełnieniu przez głosujących przestępstwa propagowania totalitaryzmu.
   
W tej sytuacji Rada Miasta dość szybko podjęła kolejną uchwałę, tym razem  o zmianie nazwy ulicy Kruczka na Beskidzką. Przewodniczący klubu lewicowych radnych Rozwój Rzeszowa Konrad Fijołek powiedział, że on i jego koledzy nadal wprawdzie uważają, iż Kruczek w pełni zasługuje na ulicę swego imienia w mieście, dla którego bardzo wiele wywalczył u centralnych władz partii i państwa, ale "aby uspokoić nastroje mieszkańców Rzeszowa i przywrócić harmonię pracy w Radzie Miasta, zdecydowaliśmy się wstrzymać od głosu podczas dzisiejszego głosowania".  
   
Za nową uchwałą opowiedziało się 14 radnych, 13 wstrzymało się od głosu, tylko jeden był jej przeciwny (z klubu Rozwój Rzeszowa). 
   
Dlaczego przypominam dzisiaj tę opisaną przeze mnie dwukrotnie w poland. us (12 stycznia i 22 lutego 2008 roku) historię?
   
Ponieważ niemal identyczna rozgrywa się obecnie w Tarnowie, którego prezydent Ryszard Ścigała jednoosobowo nadał skwerowi miejskiemu imię Stanisława Opałki - wieloletniego członka Biura Politycznego KC PZPR i dyrektora Zakładów Azotowych w podtarnowskich Mościcach.
   
Na tę decyzję ostro zareagowało Porozumienie Samorządowe "Uczciwość", prosząc Prokuraturę Rejonową o zbadanie, czy prezydent miasta nie złamał zakazu propagowania ustroju totalitarnego (czyli artykułu 13 Konstytucji RP i paragrafu 256 kodeksu karnego). Samorządowcy proszą również wojewodę małopolskiego Jerzego Millera i Rzecznika Praw Obywatelskich doktora Janusza Kochanowskiego o wyjaśnienie, czy prezydent Ścigała miał prawo sam zadecydować o ochrzczeniu miejskiego skweru.
   
Sprawa ma dodatkowy posmak w kontekście nie tak dawnego apelu IPN, skierowanego do wszystkich polskich samorządów, aby dokonały one remanentu patronów ulic, placów, mostów, szkół, szpitali oraz innych instytucji życia publicznego na swoim terenie pod kątem  związków tych ludzi ze zbrodniczymi ideologiami nazizmu oraz komunizmu. Tę inicjatywę wsparło Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, zapewniając sfinansowanie mieszkańcom wymiany dokumentów związanej z akcją zmiany nie przystających do nowej rzeczywistości nazw.
   
Zdaniem doktora Marka Ciesielczyka z PS "Uczciwość", honorowanie członka najwyższej władzy politycznej w PRL, jakim było de facto Biuro Polityczne KC PZPR, wyczerpuje znamiona propagowania idei ustroju totalitarnego.
   
W sprawie zgodności czy też nie działań prezydenta Tarnowa z prawem wypowiedzą się kompetentne organa władzy państwowej. Dla mnie ważniejszy jest jednak ideowy aspekt tej (podobnie jak rzeszowskiej) sprawy. Rozumiem bowiem i podzielam oburzenie ludzi, którzy mają dobrą pamięć historyczną i potrafią stanowczo przeciwstawić się próbie wynoszenia na piedestał komunistycznych aparatczyków. Nikt nie neguje ich zasług dla lokalnych społeczności, ale trzeba mieć na uwadze, że mogli oni podejmować korzystne dla nich decyzje tylko dlatego, że całkowicie zaprzedali się zdrajcom własnego państwa, obejmując z ich mandatu wysokie stanowiska.
   
Mam nadzieję, że ta bulwersująca historia zakończy się identycznie jak przytoczona przeze mnie na wstępie rzeszowska sprzed półtora roku. Inaczej trudno będzie oprzeć się wrażeniu, że część samorządów żyje nie w niepodległej Rzeczypospolitej Polskiej, ale nadal w Polsce Ludowej.

Jerzy Bukowski
REKLAMA - DODAJ FIRMĘ