KONTAKT   I   REKLAMA   I   O NAS   I   NEWSLETTER   I   PRENUMERATA
Poniedziałek, 29 listopada, 2021   I   04:36:03 AM EST   I   Błażeja, Margerity, Saturnina
  1. Home
  2. >
  3. WIADOMOŚCI
  4. >
  5. Polska

Egzamin na ulicznego grajka

16 sierpnia, 2008

Egzamin na ulicznego grajka

Czego to urzędnicy nie wymyślą! Może to wpływ letniej kanikuły, może chęć popisania się oryginalnym pomysłem, a może efekt nudy. W każdym bądź razie w krakowskim magistracie zrodziła się propozycja, aby zarabiające graniem na ulicach podwawelskiego grodu osoby musiały stanąć przed komisją specjalistów-muzyków w celu uzyskania licencji. Ci, którzy z sukcesem zdadzą taki egzamin, dostaną odpowiedni dokument i będą mogli lege artis, czyli oficjalnie koncertować dla krakowian i turystów.

Ten pomysł oburzył na równi ulicznych grajków (wśród których nie brak absolwentów konserwatoriów zza wschodnich granic Polski), jak i miejscowe środowisko muzyczne. W ich zgodnej opinii jedynym uczciwym arbitrem dla każdego, kto chce w ten sposób zarabiać, jest publiczność, która albo uznaje jego talent i wrzuca mu pieniądze do kapelusza czy futerału na instrument, albo omija go szerokim łukiem. Po co więc przeprowadzać taki egzamin? - pytają.    

Władze Krakowa bronią się, używając argumentu o konieczności zapewnienia wysokiego poziomu ulicznych występów muzycznych, bo przecież jest to jedna ze stolic europejskiej kultury. Wybitni przedstawiciele świata artystycznego pukają się jednak znacząco w głowy i nie uważają takiego tłumaczenia za przekonujące.   

Jedynym problemem jest w tej dziedzinie przewaga podaży nad popytem. Wielu muzykantów musi szukać sobie miejsc do grania, ponieważ punkty położone w najlepszych z ekonomicznego punktu widzenia rejonach Śródmieścia i Kazimierza są już od dawna obsadzone. Jeżeli magistrat chciałby pomóc w rozwiązaniu tej kwestii, może dałoby się znaleźć jakiś consensus.     

Urządzanie egzaminów na ulicznych grajków jest jednak typowym przykładem (nie pierwszym i na pewno nie ostatnim) urzędniczej nadgorliwości, której ujście lepiej byłoby znaleźć w innych poczynaniach na rzecz poprawy codziennego bytu mieszkańców i zapewnienia przyjemnego zwiedzania Krakowa licznym turystom z całego świata. Może prześwietny magistrat przyjrzałby się na przykład pamiątkom-potworkom, oferowanym w centrum miasta i wyeliminował je jako przejaw ewidentnej antypromocji podwawelskiego grodu oraz lansowania kiczu?

Jerzy Bukowski