KONTAKT   I   REKLAMA   I   O NAS   I   NEWSLETTER   I   PRENUMERATA
Niedziela, 21 lipca, 2024   I   03:45:09 PM EST   I   Danieli, Wawrzyńca, Wiktora
  1. Home
  2. >
  3. WIADOMOŚCI
  4. >
  5. Polska

Zakazane symbole

26 stycznia, 2008

Czy za przyjście w Polsce na bal karnawałowy lub na imprezę juvenaliową w mundurze ułana II Rzeczypospolitej albo funkcjonariusza Milicji Obywatelskiej można zostać pociągniętym do odpowiedzialności karnej?

Okazuje się, że jest to całkiem realne, ponieważ w Polsce nadal obowiązuje pochodzący z 1971 roku kodeks wykroczeń, zabraniający w paragrafie 2 artykułu 61 noszenia symboli „organizacji prawnie nieistniejącej”. Chcąc pozostawać w zgodzie z prawem i nie narażać się na ewentualną karę aresztu bądź grzywny należy też zdjąć z ubrania znaczki partii i stowarzyszeń, które zaprzestały już działalności.
   
Problem tylko z pozoru może się wydawać zabawny. Przed Sądem Grodzkim w Myślenicach stanie wkrótce mężczyzna, który paradował po tym mieście w mundurze przedwojennego Obozu Narodowo-Radykalnego, którego elementy kupił w sklepie z militariami. Jeśli wymiar sprawiedliwości zajmuje się takimi sprawami, to nie można wykluczyć, że policja zatrzyma udających się na karnawałowy bal przebierańców osoby, które przywdziały mundury różnych, nieistniejących już organizacji.
   
Jak powiedział krakowskiemu „Dziennikowi Polskiemu” rzecznik małopolskiej policji młodszy inspektor Dariusz Nowak, „wiele takich przepisów powstawało w innym klimacie politycznym i społecznym; miały służyć raczej dokuczeniu komuś czy stłamszeniu jego poglądów niż faktycznie wpływać na bezpieczeństwo ludzi”.
   
W tym kontekście można przywołać znane zapewne z autopsji wielu użytkownikom portalu poland.us zajadłe tropienie przez organa ścigania PRL osób, ostentacyjnie noszących w klapach ubrań znaczki zdelegalizowanej w stanie wojennym „Solidarności”, czy w ogóle nigdy oficjalnie nieistniejącej przed 1989 rokiem Konfederacji Polski Niepodległej.
   
Po odzyskaniu niepodległości nikt nie zamierzał już oczywiście prześladować ludzi, noszących różne symbole i mundury, aby dać wyraz swoim poglądom lub sympatiom. Ale wzmiankowany przepis pozostał i może być nadal używany, w dodatku dość wybiórczo. Rozprawa w Myślenicach jest najlepszym na to dowodem. Ubranie munduru ONR potraktowane zostało bowiem jako jawna demonstracja sympatii dla antysemityzmu i faszyzmu, z którymi powszechnie kojarzyła się ta partia przed 1939 rokiem; w podobnym duchu przedstawia ją też obecnie wielu historyków.
   
Ciekawe jest natomiast, że jeśli ktoś ubierze się w mundur peerelowskiego milicjanta bądź zomowca, wywołuje wyłącznie uśmiech przypadkowych obserwatorów i nie musi obawiać się równie stanowczych represji ze strony prokuratury. Dużą popularnością cieszą się np. restauracje i bary, których wystrój przypomina epokę PRL, a na ścianach wiszą liczne symbole komunistycznych organizacji, nie mówiąc już o portretach Lenina, Stalina, czy Bieruta.
   
Dlatego też chwalebnym odstępstwem od tej reguły było zatrzymanie przez kielecką policję trzech studentów, którzy ubrali się w kupione na giełdzie staroci mundury milicyjne i sowiecki hełmofon. Stróże prawa odebrali im je w zgodzie z kolejnym paragrafem przywołanego paragrafu kodeksu wykroczeń i skierowali sprawę do sądu. Za oskarżonymi wstawił się natychmiast dziekan kieleckiej rady adwokackiej, uważając że policja zachowała się nadgorliwie, bo powinna była poprzestać na pouczeniu studentów na komisariacie.
   
Poparł go sędzia Rafał Lis, rzecznik Sądu Okręgowego w Krakowie, mówiąc „Dziennikowi Polskiemu”: „Kodeks jest troszeczkę zdezaktualizowany. Ale można przecież na przebierańców reagować inaczej. W przypadku wykroczeń nie ma zresztą obowiązku wszczynania postępowania. Można odstąpić od wymierzania kary, ograniczyć się do nagany, czy jedynie zwrócić uwagę.”
   
Przypadek kielecki był godnym uznania, ale niezwykle rzadkim wyjątkiem. W dalszym ciągu nie ma bowiem w niepodległej Rzeczypospolitej równości pomiędzy oceną faszystowskich i komunistycznych poglądów; pierwsze są surowo tępione, drugie traktuje się z pełnym wyrozumiałości pobłażaniem. Do takiego arbitralnego podejścia wręcz idealnie nadaje się zaś nadal obowiązujący, a głęboko zakorzeniony w PRL kodeks wykroczeń.
   
Jerzy Bukowski