KONTAKT   I   REKLAMA   I   O NAS   I   NEWSLETTER   I   PRENUMERATA
Sobota, 13 lipca, 2024   I   03:04:48 PM EST   I   Danieli, Irwina, Małgorzaty
  1. Home
  2. >
  3. WIADOMOŚCI
  4. >
  5. Polska

Prezydencki kompleks premiera

19 stycznia, 2008

Śmieszą mnie toczone obecnie w krajowych mediach burzliwe dyskusje na temat szans Donalda Tuska na zwycięstwo w wyborach prezydenckich w 2010 roku. Ledwo przywódca Platformy Obywatelskiej objął funkcję premiera, już przymierza się go do kolejnego politycznego wyzwania. A przecież szef rządu ma w Polsce o wiele większą władzę niż głowa państwa, więc w grę wchodzi chyba jedynie kwestia prestiżu i ewentualnego kompleksu Tuska na tle przegranej poprzedniej batalii prezydenckiej.

Dziennikarze mają oczywiście prawo snuć szczegółowe rozważania o tym, kto skutecznie stawi czoła Lechowi Kaczyńskiemu za niecałe trzy lata, ale na miejscu polityków PO i samego Tuska zrobiłbym wszystko, aby szybko przerwać tę całkiem niepotrzebną dyskusję. Niechże nowy premier skupi się na jak najlepszym pełnieniu swych  obecnych powinności konstytucyjnych, a nie zaprząta uwagi własnej, partyjnych kolegów i całej opinii publicznej myśleniem o ewentualnym starcie w następnej kampanii prezydenckiej.    

Z czysto psychologicznego punktu widzenia jestem w stanie zrozumieć, że Tusk wciąż jeszcze - mimo imponującego zwycięstwa jego ugrupowania w ubiegłorocznych wyborach parlamentarnych - przeżywa dotkliwą porażkę, jaką poniósł z Kaczyńskim w 2005 roku i pała żądzą rewanżu za nią. Może nawet popadł w jakiś kompleks na tym tle.     

Dojrzały polityk musi jednak umieć przejść do porządku dziennego nad dotychczasowymi niepowodzeniami, które wpisane są w zasady demokracji. Jeśli zbyt długo  je rozpamiętuje i w nazbyt widoczny sposób kieruje się żalem za utraconą niegdyś szansą na zwycięstwo, a nie pasjonuje się w zamian rozwiązywaniem bieżących problemów, może łatwo stracić szacunek rodaków.    

Na miejscu Tuska użyłbym więc wszelkich możliwych środków, aby ukrócić prezydenckie dywagacje w szeregach własnej partii. Bo dziennikarze (skądinąd w większości życzliwi nowej ekipie rządowej) z pewnością natychmiast przestaną zajmować się tym zagadnieniem, jeżeli nie będą do nich płynąć żadne sygnały z PO o prowadzonych w niej rozmowach na ów niewątpliwie pasjonujący, ale zdecydowanie przedwcześnie wywołany  temat.

Jerzy Bukowski