KONTAKT   I   REKLAMA   I   O NAS   I   NEWSLETTER   I   PRENUMERATA
Sobota, 26 listopada, 2022   I   08:56:40 PM EST   I   Leona, Leonarda, Lesławy
  1. Home
  2. >
  3. WIADOMOŚCI
  4. >
  5. Polska

Wspomnienia uczestniczki Zlotu Młodej Polonii w Warszawie

07 października, 2007

Wspomnienia uczestniczki Zlotu Młodej Polonii w  Warszawie
Emilia przed Pałacem Branickich - \"Podlaskim Wersalem\" w Białymstoku

W dniach od 28 czerwca do 3 lipca w Warszawie odbył się zjazd laureatów światowego konkursu polonijnego w kategoriach plastyki, poezji i prozy organizowanego przez Fundację Młodej Polonii. Wśród laureatów znalazło się aż dziewięć osób ze Stanów Zjednoczonych: Emilie Dabrowski ( I miejsce), Dominika Tomczyk i Erica Szymanski ( II miejsce ), Barbara Syska, Allison Nascimento, Magdalena Denarska (III miejsce) w poezji oraz plastycy: Mateusz Nowogrodzki, Kamil Policht i Daniel Brozny ( III miejsca ). Fundacja Młodej Polonii działa od 1990 roku. Założycielem jej jest Józef Kaczmarek, a prezesem Marcin Zamoyski mieszkający w Anglii. Celem fundacji jest promocja i integracja utalentowanych artystycznie dzieci i młodzieży do lat 24, pochodzenia polskiego. Organizatorem konkursu na terenie USA jest dyrektor przedstawicielstwa Teresa Rysztof . Więcej informacji na temat fundacji można otrzymać pod numerem telefonu: 718-470-6250

Moje artystyczne wakacje
 
Pewnego majowego dnia, gdy wróciłam ze szkoły, mama czekała na mnie z niespodzianką. Dała mi adres internetowy: www.mlodapolonia.org. Bez specjalnego entuzjazmu weszłam na sieć. Zachęcona przez mamę przejrzałam listę laureatów konkursu, na który kilka tygodni wcześniej wysłałam swoje trzy wiersze. Nie mogłam uwierzyć, kiedy dowiedziałam się, że zajęłam pierwsze miejsce.
  
W Polskiej Szkole im. Marii Konopnickiej na Greenpoincie poinformowano nas w ubiegłym roku szkolnym o możliwości wzięcia udziału w kilku różnych polonijnych konkursach. Zdecydowałam się wziąć udział w ogłoszonym przez działającą od lat w Warszawie Fundację Młoda Polonia. Dodatkową zachętą była obietnica pani dyrektor Danuty Bronchard, że jeśli ktoś spośród uczniów wygra, to szkoła zafunduje bilet do Warszawy po odbiór medalu "Złotego Szerszenia". Pomyślałam, że warto spróbować. Można było wysłać wiersz, krótkie opowiadanie lub pracę plastyczną. Wybrałam poezję. Wiersze pisywałam już nie raz, tyle, że głównie po angielsku.

Natchnienie mi wyjątkowo dopisało. Wiersze trzeba było podpisać pseudonimem (hasłem), a oddzielnie napisać parę zdań o sobie.
W stolicy Zgodnie z obietnicą pani dyrektor szkoły dostałam bilet i szykowałam się na podróż do Warszawy, żeby odebrać złoty medal. Podczas 5-dniowego pobytu w stolicy, organizatorzy oferowali warsztaty artystyczne i bogaty program kulturalno – turystyczny i spotkania z innymi młodymi artystami polonijnymi mieszkającymi na kilku kontynentach. Miałam lecieć do Warszawy bez opieki. Musiał to być więc lot bezpośredni, bez przesiadek, wchodziły w grę tylko polskie linie LOT. Dzień, w którym odlatywałam na wakacje do Polski był również dniem mojego pożegnania z Robert Wagner  Middle School, skąd szłam do wyśmienitej szkoły Brooklyn Tech.  

Wreszcie start samolotu. Dziesięć godzin później szczęśliwie wylądowaliśmy w Warszawie. Na Okęciu czekali na mnie wujek Irek i moi nieco starsi ode mnie kuzyni, Patrycja i Łukasz. Prosto z lotniska pojechaliśmy do akademika Państwowej Wyższej Szkoły Biznesu i Administracji na Bobrowiecką. Tam uczestnicy zlotu mieli zakwaterowanie na czas trwania sympozjum. Rozpakowałam bagaże i poszliśmy coś zjeść.

Wyglądało na to, że jakoś sama sobie poradzę, więc moi opiekunowie wrócili do domu  na Podlasie. Miałam do nich pojechać za parę dni. Wkrótce zjawiła się Basia - moja współlokatorka. Znałyśmy się już z naszej polskiej szkoły z Greenpointu.

Musiałyśmy natychmiast przestawić się na europejski czas, ponieważ plan zajęć na Zlocie Młodej Polonii nie pozwalał się nudzić. Pierwsza kolacja odbyła się w pałacu, w którym mieści się Dom Polonii. Zupa kalafiorowa i makaron ze śmietaną i świeżymi owocami były pyszne. Po posiłku wszyscy poszli do ogrodu, gdzie Józef Kaczmarek przedstawił nam plan na następny dzień - piątek 29 czerwca.

Pan Kaczmarek - bardzo ciepły, życzliwy i bardzo oddany ideom fundacji, kontynuującej tradycje Filomatow i Filaretów - prosił, żebyśmy w czasie zlotu traktowali się nawzajem jak jedna wielka rodzina.

Większość uczestników mówiła płynnie po polsku, ale było też troche osób, które potrzebowały asysty tłumaczy (dotyczyło to między innymi osób z krajów byłego Związku Radzieckiego). Większość młodych laureatów konkursu urodziła się poza Polską (chociaż było też kilka osób mieszkających na stałe w Polsce). Wiek zaproszonych był bardzo zróżnicowany - od uczniów młodszych klas szkoły podstawowej do studentów kończących uniwersytet.
  
W piątek wiele się działo. Śniadanie w akademiku, jazda do Domu Polonii, oficjalne uroczyste otwarcie sympozjum z udziałem znanych osob, m.in. Marcina Zamoyskiego - prezesa fundacji i senator Lidii Grabowskiej.
   
Fundacja  jako "organizacja pożytku publicznego", nie zatrudnia etatowych pracowników, a działając od 16 lat wychowała kilkuset wolontariuszy. Obecnie pracuje dla Młodej Polonii 75 osób różnych zawodów, m.in. nauczycieli, lekarzy, studentów. Sponsorują fundację, bądź z nią współpracują poważne instytucje państwowe, wyższe uczelnie, fundacje, firmy z różnych stron świata.
  
Po uroczystym otwarciu zrobiliśmy wspólną fotografię pamiątkową. Potem wyruszyliśmy na wycieczkę po Warszawie. Nasz przewodnik - też wolontariusz - opowiadał o mieście z pasją i humorem. Nie byłam w stanie zapamiętać wszystkich nazwisk i nazw miejsc, bo wiele z nich było długich i trudnych. Tyle było pałaców, prawdziwych historii i legend, tragedii i komedii.
  
Po piątkowej kolacji podzielono nas na kilka grup: cztery grupy poetów, jedna prozaików i jedna plastyków. My - poeci - zebraliśmy się w ogrodach Domu Polonii. Każda grupa dostała pakiet pytań do przedyskutowania. A na koniec mieliśmy wspólnie napisać limeryk o naszym zlocie. Świetnie się bawiliśmy. Moja grupa była bardzo interesująca. Każdy wypowiadał się o poezji z prawdziwym znastwem. A potem był jeszcze czas na zwiedzanie Warszawy nocą.
  
W sobotę od rana zwiedzaliśmy z przewodnikie Łazienki. Pałac na wodzie - cud  architektury. Przez resztę dnia oglądaliśmy inne zabytki i pieszo i z okien autokaru. Po obiedzie odwiedziliśmy Powązki - zabytkowy cmentarz, na którym jest pochowanych wielu najznakomitszych Polaków. Po kolacji odwiedziliśmy Klub Młodzieżowy działający przy Domu Kultury "Ochota". Dziewczęta z klubu zaprezentowały tańce w różnych stylach. Szczególnie podobała mi się wystawa plastyczna prac dziecięcych. Na zakończenie na scenę zaproszono wszystkich uczestników zlotu, którzy chcieli się popisać jakimś talentem. Zgłosiłam się i zaśpiewałam "Zachodzi słoneczko". Odważni artyści - amatorzy zostali nagrodzeni.
  
W czasie pięciu dni w Warszawie wiele razy trzeba było wybierać co się chce zobaczyć, bo na wszystko nie było czasu. Na przykład w sobotę młodsze dzieci pojechały do zoo, a ja z innnymi chętnymi zwiedzałam Zamek Królewski. Dla mnie to dosyć szczególne miejsce, bo w odbudowie zamku wzięli udział moi dziadkowie. Aż trudno uwierzyć, że po Powstaniu Warszawskim pozostał z zamku tylko fragment jednej ściany, a dziś wygląda tak pięknie.  Trzy metalowe chorągiewki na wieżach Zamku Królewskiego i wszystkie kraty w oknach parteru - to dzieło mojego dziadka i  babci Prużyńskich. 
W programie sobotnim był też Wilanów - letnia rezydencja króla Jana III Sobieskiego i Ogród Botaniczny w Powsinie.
  
Po południu odbyło się oficjalne zakończenie z rozdaniem nagród, dyplomów i medali "Złotego Szerszenia". Nagrody wręczali Józef Kaczmarek i Marcin Zamoyski. Byłam taka szczęśliwa, gdy okazało się, że oprócz kilku wspaniałych pamiątek dostałam cyfrowy aparat fotograficzny.

Reszta wakacji
Przyjaciółka mojej mamy, Ewa przyjechała, żeby zabrać mnie do Białegostoku. Tam okazało się, że mama już zaplanowała dla mnie wiele atrakcji, m.in. pojechałam z ciocią Teresą na pielgrzymkę w Bieszczady. Poznałam też mojego najmłodszego kuzyna Kubusia
z Choroszczy i byłam na jego chrzcinach.
  
Spędziłam w Polsce miesiąc. Żal mi było, że rodzice nie chcieli przedłużyć mojego pobytu. Przed północą nowojorskiego czasu wylądowałam na lotnisku Kennedy\'ego. Przywiozłam do domu złoty medal, dyplom przynależności do Klubu "Złotego Szerszenia", mój nowy aparat fotograficzny, głowę pełną wspomnień, zdjęcia i trochę adresów moich nowych koleżanek, które poznałam w Warszawie.
Chciałabym serdecznie podziękować wszystkim tym, dzięki którym moje niezapomniane wakacje stały się możliwe: wolontariuszom z Fundacji Młodej Polonii, od 16 lat działającej na rzecz patriotycznego wychowania młodzieży polonijnej oraz Centrum Polsko - Słowiańskiemu, Zjednoczeniu Narodowemu Polskiemu i  Polskiej Szkole im. Marii Konopnickiej, które ufundowały bilety lotnicze do Polski dla mnie i dla mojej szkolnej koleżanki Basi Syski. Szczególne wyrazy wdzięczności chciałabym skierować też do pani dyrektor naszej szkoły Danuty Bronchard za jej starania i rady. Z niecierpliwością czekam na kolejny tomik poetycki z wierszami uczestników tegorocznego konkursu - będą tam i moje wiersze.
 
Emilie Dabrowski
(Magazyn Centrum)