KONTAKT   I   REKLAMA   I   O NAS   I   NEWSLETTER   I   PRENUMERATA
Piątek, 23 lutego, 2024   I   04:06:59 PM EST   I   Damiana, Romana, Romany
  1. Home
  2. >
  3. WIADOMOŚCI
  4. >
  5. Polska

Uśmiechnięty eksperyment

04 października, 2007

Polacy mają w świecie opinię ponuraków, których w dobry humor potrafi wprawić tylko spora dawka alkoholu, albo złośliwy psikus wyrządzony bliźniemu. Na co dzień nie lubimy się do siebie uśmiechać, negatywnie reagujemy na próbę nawiązania kontaktu przez nieznane nam osoby, wolimy coś odburknąć pod nosem, aniżeli okazać bezinteresowną życzliwość komuś, kto chce się z nami zaprzyjaźnić lub przynajmniej przełamać lody wzajemnej obojętności.

Nieco bardziej pogodni i otwarci na innych są ludzie młodzi, zwłaszcza jeśli mają za sobą pobyt na Zachodzie, gdzie od niepamiętnych czasów obowiązuje zasada "keep smiling", a na pytanie o to, jak leci, odpowiada się, że znakomicie, choćby rzeczywistość była zupełnie odmienna.
   
Trudno oczywiście generalizować i uogólniać: bywają całkiem weseli staruszkowie oraz beznadziejnie ponure nastolatki. Jeżeli kierować się jednak rachunkiem prawdopodobieństwa, to lepiej założyć, że spośród 10 przypadkowych osób, do których uśmiechniemy się na ulicy, w autobusie, w pociągu, bądź w sklepie, zaledwie jedna lub dwie odpowie na tym samym, czyniąc to w dodatku z wyraźnym wysiłkiem i bez własnej przyjemności.
   
Chcąc się przekonać, na ile prawdziwa jest taka opinia o moich rodakach, przeprowadziłem pod koniec kalendarzowego lata (jesień to depresyjna pora, kiedy dopadają nas różne chandry i załamania, więc wykorzystałem resztki pięknej pogody, która powinna  optymistycznie nastrajać większość ludzi) prosty eksperyment. Idąc rano do tramwaju, atakowałem pogodnym uśmiechem każdego przechodnia, jakiego mijałem. Byli wśród nich śpieszący do pobliskiej szkoły uczniowie, byli ludzi o wyglądzie urzędników, nie brakowało też starszych osób, wybierających się lub powracających z wczesnych zakupów.
   
Niestety, reakcja większości z nich potwierdzała smutną tezę o wrodzonej(?) ponurości Polek i Polaków. Pierwsze dwie starsze panie mocniej ścisnęły na mój widok siatki, obawiając się widocznie, że mój promienny uśmiech jest tylko sprytnym kamuflażem niecnych zamiarów.
   
Trzy rozchichotane licealistki umilkły, kiedy wyszczerzyłem do nich zęby i spróbowałem pozdrowić je w młodzieżowym slangu: "sie ma". Obawiam się, że gdybym próbował zatrzymać je choćby na moment, a już, nie daj Boże,  nawiązać z nimi werbalny kontakt, zostałbym oskarżony o molestowanie nieletnich; na szczęście wszystko skończyło się pogardliwym parsknięciem: "ale pojeb".
   
Trzydziestolatek o wyglądzie początkującego biznesmena zaczął nerwowo oglądać czubki swoich wyglansowanych butów, kiedy obdarzyłem go łagodnym półuśmiechem, a pani w wieku balzakowskim natychmiast odwróciła głowę, studiując szyld na pobliskiej kamienicy.
   
Z przylepionym do ust uśmiechem wkroczyłem do tramwaju i głośno powiedziałem: "dzień dobry państwu, życzę wszystkim miłego dnia". W pulsującym sekundę wcześniej rozmowami pojeździe zaległa kłopotliwa cisza i to ja poczułem się tym razem nieswojo, szybko wciskając nos w gazetę.
   
Kiedy podjąłem ostatnią próbę przekonania się, że z naszym dobrym samopoczuciem oraz życzliwością dla bliźnich nie jest jednak całkiem źle i zaatakowałem na przystanku autobusowym swą pogodną twarzą osiłka o byczym karku, kwadratowej twarzy oraz niskim czole, usłyszałem coś w rodzaju gniewnego warkotu, z którego zdołałem wyłowić tylko dwie frazy: "co się ze mnie, k..., śmiejesz?" i " chcesz, ch...., w zęby?"
   
I tak oto skończył się mój poranny eksperyment, który miał dowieść, że opinia o ponuractwie obywateli Rzeczypospolitej jest mocno przesadzona. Więcej wolałem nie ryzykować, aby nie zostać posądzonym o chęć okradzenia starszych pań, seksualnego wykorzystania nastolatek, wybicia z porannego rytmu osób w średnim wieku, zakłócenia normalnego toku wydarzeń w kipiącym od nienawiści do innych ludzi tramwaju. Nie uśmiechała mi się - nomen omen - także perspektywa przeformatowania życzliwie wystawianej do bliźnich twarzy.

Z Krakowa dla www.Poland.US
Jerzy Bukowski