KONTAKT   I   REKLAMA   I   O NAS   I   NEWSLETTER   I   PRENUMERATA
Poniedziałek, 6 lutego, 2023   I   02:16:11 PM EST   I   Amandy, Bogdana, Doroty
  1. Home
  2. >
  3. WIADOMOŚCI
  4. >
  5. Polska

Syndrom skróconej kadencji

19 września, 2007

Syndrom skróconej kadencji

Ciekawe, komu bardziej posłuży skrócenie kadencji przez parlament: Prawu i Sprawiedliwości, czy partiom opozycji? Rząd będzie z pewnością chwalił się w rozpoczętej właśnie kampanii wyborczej tym, co już zrobił, a na zarzuty o niedotrzymanie części obietnic wyborczych odpowie, że zabrakło po prostu czasu na ich realizację z powodu samorozwiązania sejmu i senatu. Opozycja będzie natomiast atakować PiS za odejście od swojego programu i minimalizować nawet ewidentne sukcesy, odniesione przez rząd w latach 2005-2007.

Przedwyborcza walk o rząd dusz zawsze jest ostra, a bywa i bezpardonowa. Z pewnością czeka nas teraz w Polsce szaleńcza – choć wyjątkowo krótka - kampania: bez żadnych skrupułów, bez uwzględniania dobrej woli politycznego przeciwnika, bez litości dla najdrobniejszych błędów popełnionych przez rywali w wyścigu o fotele na ulicy Wiejskiej.
   
Będziemy mieli do czynienia z tzw. syndromem skróconej kadencji. Polacy zostaną zarzuceni nie tyle bardziej lub mniej realistycznymi i spójnymi programami poszczególnych partii na przyszłość, ile różnymi formami brutalnego rozliczania przez opozycję rządzącego obecnie ugrupowania za to, czego nie zdążyło ono doprowadzić do końca.
   
PiS będzie przekonywać, jak wiele ze swojego programu zdołał jednak w ciągu tych niespełna dwóch lat zrealizować, opozycja nie zostawi zaś suchej nitki na braciach Kaczyńskich i ich ministrach z powodu niespełnienia przez rząd większości obiecanych zamierzeń. Pierwsi skupią wysiłki na udowodnieniu, że gdyby nie skrócenie kadencji parlamentu, to wszystko zostałoby znakomicie doprowadzone do pomyślnego finału, drudzy wytkną rządowi brak rozstrzygnięć w kluczowych dla Polski sprawach, skupianie się głównie na wewnętrznych problemach nieudanej koalicji, nieskuteczność i ślamazarność w wypełnianiu zaproponowanego rodakom w 2005 roku planu budowy IV Rzeczypospolitej.
   
Obawiam się, że w tak krótkim czasie, jaki pozostaje do wyborów, będziemy raczej świadkami bezpardonowych rozliczeń niż rysowania pomyślnych dla Polski scenariuszy. W sferze programowej wszystkie partie powtórzą prawdopodobnie główne elementy swych programów z poprzedniej kampanii, tłumacząc że są one – z racji skrócenia kadencji - nadal aktualne, na pierwszy plan wysuną się zaś rozliczenia.
   
Czeka nas więc ogromna awantura polityczna, ale na podstawie doświadczeń z polską demokracją po 1989 roku śmiem twierdzić, że obywatele Rzeczypospolitej o wiele bardziej emocjonują się personalnymi utarczkami i pełnym nienawiści wzajemnym wypominaniem sobie przez uczestników kampanii wyborczej błędów z minionych lat, niż tym, co mają im oni pozytywnego do zaproponowania na najbliższą przyszłość.

Z Krakowa dla www.Poland.US
Jerzy Bukowski